niedziela, 10 sierpnia 2008

Gubałówka (2 sierpnia 2008)


Witajcie, kochane góry,
O, witaj droga ma rzeko!
I oto znów jestem z wami,
A byłe(a)m tak daleko!

Dzielili mnie od was ludzie,
Wrzaskliwy rozgwar miasta,
I owa śmieszna cierpliwość,
Co z wyrzeczenia wyrasta.

Oddalne to są przestrzenie,
Pustkowia, bezpłodne głusze,
Przerywa je tylko tęsknota,
Co ku wam pędzi duszę.

I ona mnie wreszcie przygnała,
Że widzę was oko w oko,
Że słyszę, jak szumisz, ty wodo,
Szeroko i głęboko.

Tak! Chodzę i patrzę, i słucham -
O jakżeż tu miło! jak miło! -
I śledzę, czy coś się tu może
Od kiedyś nie zmieniło?
- Jan Kasprowicz

Zakochałam się w nich rok temu i wróciłam :) Wysokogórskie wędrówki rozpoczniemy jutro, a dziś Gubałówka czeka na zdobycie. Udajemy się na nią idąc Czajkami w górę. Niestety, droga w pewnym momencie się urywa, więc idziemy na dziko, mając przed sobą cel podróży. Ależ ta wspinaczka na nieco ponad 1100 metrów jest wyczerpująca. Może dlatego, że droga pnie się bardzo w górę. W międzyczasie uciekam przed pasącymi się krowami i bykami.


W końcu docieramy na Butorowy Wierch pod stację wyciągu. Jakie tu tłumy ludzi. A jakie piękne widoki :) Tego mi brakowało przez cały rok! Patrzę w dal, w nieograniczoną niczym przestrzeń. Już jutro będę tam wysoko - myślę sobie... Spacerujemy grzbietem Butorowego Wierchu, po drodze mijają nas konie z bryczkami, czyli to, czego w Tatrach nie lubię. Sam zapach jest już odpychający i odrażający, nie mówiąc o męce tych zwierząt. Pamiętam, że jak byłam rok temu na Gubałówce nie było tu tylu "górskich atrakcji", co teraz. Adrenalina parki, quady itp. - stają się dla niektórych turystów esencją gór. Oscypki - są i one :) Pierwszy spróbowany w tym roku jest chyba najsmaczniejszym, na jaki natrafiliśmy podczas tegorocznego wyjazdu.


Zejście z Gubałówki jest o wiele szybsze niż wejście, ale jak dla mnie chyba bardziej męczące. Zawsze powtarzałam, że bardziej lubię wspinać się do góry niż schodzić w dół. Przy schodzeniu kolana i palce u nóg bolą mnie od hamowania. Po drodze, już prawie przy samym wejściu na Krupówki natrafiamy na owieczki, pasące się w zagrodzie, pilnowane przez pasterkę. Ja, jak to ja boję się do nich podejść. W końcu zbieram się na odwagę i dumnie pozuję z nimi do zdjęć :) Tylko, że one są mało wdzięcznymi modelami i uciekają z obiektywu. Ehh..., no trudno...


Na zakupy na Krupówkach dziś nam zostaje niewiele czasu. Może uda znaleźć się go innym razem. Próbujemy tylko kilka oscypków od góralek i wracamy do Kasi :)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz