środa, 19 lipca 2017

Andrzejówka - Ruprechticky Spicak - 12 lipca 2017


Kolejny raz na Ruprechticki Szpiczak? A czemu nie?  Zwłaszcza, że czasu niewiele, a chęć do wędrówki duża. Poza tym tak pięknie prezentował się nam na sobotnim zlocie (a wtedy trasa wycieczki go nie obejmowała). Plan wejścia był tym razem z Ruprechtic, ale znów nie wyszedł. Tak więc kolejny raz startujemy z Andrzejówki, do której dojeżdżamy około godziny 16. Jak na nas późno, ale w tygodniu na szczęście panuje tu spokój.
Kierujemy się od razu na szlak. Na jaki? Nie wiem ;) Idę na pamięć. Z tego, co kojarzę to jest to chyba jakiś szlak rowerowy. Droga jest szeroka, bardzo przyjemna. Prowadzi lasem, ale z prawej strony co jakiś czas odsłaniają się widoki, zwłaszcza na Góry Sowie. Po około 30 minutach drogi dochodzimy do Przełęczy pod Granicznikiem. Położona jest ona na wysokości 780 m n.p.m i stanowi obniżenie wcinające się między Granicznika a Ruprechticki Szpiczak. Znajduje się tu węzeł szlaków, mapa oraz wiata turystyczna. W tym miejscu można skręcić w niebieski szlak i przejść kawałeczek lasem, skracając sobie nieco drogę (może o 200 metrów). My jednak idziemy cały czas tę samą ścieżką, która i tak za kawałek łączy się z niebieskim szlakiem. I w zasadzie od tego momentu zaczyna się dość strome podejście na Szpiczak.


 Nie jest jednak tak strome jak na przykład Włostową. Zmęczyć się tak naprawdę chyba nie można. A jeśli ktoś się zmęczy, to czekają na niego na szczycie o wysokości 880 metrów przepiękne widoki. By je ujrzeć nawet nie trzeba wchodzić na znajdującą się  wieżę widokową. Ale z wieży to już widoki bajka. Dziś pomimo tego, że burzowo-deszczowe chmury wiszą nad głowami, to widoki są całkiem niezłe. Wieża powstała w 2002 roku i ma 32 metry wysokości. To dość sporo. Pozwala więc na obserwację bliższych i dalszych górek. Widać między innymi Karkonosze ze Śnieżką, Brumowskie Ściany, Góry Stołowe i oczywiście Góry Suche. Na szczycie pustka, na chwilę przybywają tu tylko jacyś dwaj panowie z reklamówką i aparatem w ręku. Robią zdjęcia i schodzą. A my siedzimy i podziwiamy widoczki. Nie spieszy nam się. Ostatecznie do zejścia motywują nas coraz ciemniejsze i gęstsze chmury. Schodzimy tak samo, jak weszliśmy i zdążymy w ostatniej chwili, bo po paru minutach zaczyna się ulewa.










 

 



 









piątek, 14 lipca 2017

Karpacz - Kocioł Łomniczki - Śnieżka - Biały Jar - 15 czerwca 2017


Jakby ktoś nie był przekonany, to szlak Kotłem Łomniczki na Śnieżkę jest naprawdę rewelacyjny. O wiele bardziej pusty niż pozostałe prowadzące na tę przyciągającą tłumy piękną górę. Stromy, dziki, miejscami przypominający tatrzański. Ze schroniskiem na trasie, wodospadem i cmentarzem poświęconym ofiarom gór. Michaś szlakiem tym nie szedł, więc pora to nadrobić. A nadrobiliśmy to niezwykle szybko, bo wejście i zejście z przerwami zajęło nam 5,5 godziny. W tym czasie pokonaliśmy 16,5 km.
Ruszamy z Karpacza (ul. Olimpijska), gdzie od razu kierujemy się na czerwony szlak i nim też wzdłuż strumienia Łomniczki idziemy bez przerwy do samego schroniska Nad Łomniczką, mijając po drodze Wilczą Porębę. Budynek znajduje się na wysokości 1002 m n.p.m. w dolnej części Kotła Łomniczki. Tu na chwilkę się zatrzymujemy, zwłaszcza, że miejsce jest piękne, a schronisko klimatyczne. W środku panuje półmrok, bo nie ma prądu - można poczuć atmosferę minionego wieku. Poza tym dzieje samego budynku są dość tajemnicze. Dawny myśliwski szałas został zagospodarowany pod koniec XX wieku na budynek schroniska.


Po spędzonej tu chwilce ruszamy dalej, gdyż po pokonaniu kilku metrów jawi nam się pierwszy na szlaku widok na Śnieżkę, górująca wysoko nad nami. Z tej perspektywy wydaje się ona tak wysoka, że co niektórych przeraża. W sumie trzeba pokonać 600 metrów w górę, ale jakże przyjemnych 600 metrów, do tego z mega widokami. Po kilkunastu minutach docieramy do największej chyba atrakcji na tym szlaku - wodospadu Łomniczki. Wodospad położony jest na zachodnim zboczu Kotła Łomniczki i tworzą go spływające potoki łączące się w Łomniczkę, która w górnej części kotła na odcinku 300 metrów tworzy najdłuższy ciąg kaskad w polskich Karkonoszach. Tu zatrzymujemy się na dłuższą chwilę, bo miejsce jest naprawdę piękne. Z jednej strony mamy wodospad, z drugiej panoramę na Karpacz.


Szlak, którym idziemy cały czas prowadzi nas Kotłem Łomniczki - najgłębszym karkonoskim kotłem polodowcowym o wysokości 300 metrów, znajdującym się u podnóża Równi pod Śnieżką. Jego wysokość robi wrażenie. Nie bez powodu zimą czerwony szlak, prowadzący kotłem Łomniczki jest zamykany. W końcowym odcinku szlak dość mocno pnie się w górę prowadząc zygzakami. Docieramy do symbolicznego Cmentarza Ofiar Gór. Znajduje się on na wysokości około 1300 m n.p.m. Na pamiątkowej tablicy widnieje sentencja martwym ku pamięci – żywym ku przestrodze zaczerpnięta  z dzwonu kaplicy na Symbolicznym Cmentarzu Ofiar Tatr pod Osterwą. Cmentarz upamiętnia zarówno ludzi gór, którzy zginęli tragicznie w górach, jak i osoby, które wniosły wiele wkładu w rozwój turystyki w Karkonoszach. Nieco wyżej znajduje się metalowy 130-kilogramowy krzyż o wysokości 2,4 m z napisem "ofiarom gór" oraz tablica ze słowami "żyli w górach – w górach pozostali". Chwila refleksji i ruszamy w stronę Domu Śląskiego.


 Stąd już kawałeczek drogi i tylko 100 metrów w górę. Kilkanaście minut i jesteśmy przy schronisku - tłumnie obleganym z zewnątrz, w środku pustym. Pół godzinki przerwy i ruszamy do ataku na Śnieżkę ;)  Szlakiem czerwonym, okrężnym niebieskim sobie dla odmiany zejdziemy. W porównaniu z wyjazdem sprzed 2 tygodni dziś jest w miarę pusto. Dlatego też na szczycie znajdujemy się dość szybko. Nie mamy w planach  siedzenia - tylko kilka fotek za szczytu. Michał uszczęśliwiony nie z powodu zdobycia Śnieżki (bo na niej już wiele razy był), ale udało mu się zakupić w Czeskiej Poczcie czwarty drewniany znaczek turystyczny ze Śnieżki. Wyjątkowy, bo jubileuszowy, czy joker :) Te w jego kolekcji zajmują wyjątkowe miejsce. Specjalnie szliśmy na przykład ostatnio na Wielką Sowę po znaczek wydany z okazji 111. urodzin Wieży Widokowej.


Zejście ze Śnieżki jest dość szybkie, zwłaszcza na odcinku do Domu Śląskiego. Potem też jest szybko, ale już nie tak ekspresowo, zwłaszcza, że decydujemy się zejść czarnym szlakiem prowadzącym przez Kopę i Biały Jar. Kawałeczek drogi za Domem Śląskim skręcamy na niezwykle ludny odcinek szlaku, bo prowadzący z wyciągu na Kopę w stronę Śnieżki. Jakieś dziwne zagęszczenie turystów tu panuje. Na szczęście za stacją wyciągu robi się o wiele luźniej i piękniej. Pamiętam, że szłam chyba dwukrotnie tym szlakiem, prowadzącym Białym Jarem, ale nie pamiętałam, że był tak piękny, a przy tym jednocześnie tak stromy. Biały Jar jest jednym z miejsc, w którym pokrywa śnieżna utrzymuje się najdłużej w Karkonoszach. Zimą ze względu na zagrożenie lawinowe szlaki turystyczne prowadzące przez Biały Jar są zamknięte. To właśnie w tym miejscu zeszła w 1968 roku pamiętna lawina, zabijająca 19 osób.
Czarny szlak to również dobra alternatywa, jeśli chodzi o wejście na Śnieżkę, zwłaszcza jeśli ktoś chce uniknąć tłumów zmierzających na szczyt spod Wangu przez Samotnię i Strzechę. Tu ludzi jest znacznie mniej, a szlak jest bardzo przyjemny.