środa, 8 września 2010

Pieniny przełomem Dunajca - 6 sierpnia 2010

Pieniny - dopóki ich nie zobaczyłam i o nich nie poczytałam, dopóty nie marzyłam, aby zdobyć ich szczyty. W tym roku jednak nie mogłam na to liczyć, ponieważ w te rejony przyjechaliśmy tylko na wycieczkę, a noclegi mieliśmy zarezerwowane w Zakopanym. Poza tym nie chciałam zwiedzać ich na szybko i w ciągu jednego dnia. Stwierdziłam, że wybierzemy się tu kiedyś na kilka dni i na spokojnie zwiedzimy okolicę. A i jeszcze nie chciałam się zbytnio przemęczać, zwłaszcza, że upał w tych dniach był spory. Postanowiliśmy zwiedzić w tym roku Pieniny z tratwy :)

Kilka dni wcześniej porównaliśmy oferty wielu zakopiańskich biur organizujących wycieczki po okolicy (a tych było naprawdę sporo). Wybraliśmy ofertę tych, którzy zawsze najgłośniej krzyczeli na przystanku PKS, skąd odjeżdżały busy, rozwożące turystów na tatrzańskie szlaki. W piątek, około godziny 9.00 stawiliśmy się na dworcu i po zebraniu grupy ruszyliśmy na wycieczkę. Jej koszt to koło 80 złoty od osoby (najtańsza oferta). W programie poza spływem Dunajcem, na który organizatorzy załatwiali bilety, był także postój na zaporze w Czorsztynie, zamku w Niedzicy, a potem w kościółku w Dębnie. O takim spływie myślałam już rok temu, ale wtedy wolałam pochodzić po górach. W tym roku, kiedy nie mogłam się dużo przemęczać, postanowiliśmy jeden dzień poświęcić właśnie na wyjazd na spływ.

Po jakiejś godzinie jazdy znaleźliśmy się w Niedzicy. Tam mieliśmy pół godziny czasu wolnego. Szkoda, że tak mało, bo nie starczyło go ani na zwiedzenie zamku ani na obejście zapory. Zdążyliśmy tylko, jak to się mówi, liznąć okolicę, zrobić kilka pamiątkowych zdjęć i poczynić ogląd na całość oraz zbadać teren, gdybyśmy chcieli się tam kiedyś raz jeszcze wybrać. Zamek w Niedzicy to średniowieczna warownia znajdująca się nad brzegiem Zbiornika Czorsztyńskiego na terenie Pienin Spiskich. Zwany jest on także Zamkiem Dunajec. Oglądamy go tylko z zewnątrz, a następnie ruszamy nad zaporę na Zalewie Czorsztyńskim. Tam spędzamy tylko jakieś 10 minut, bo trzeba wsiadać do busa jadącego na spływ.
Spływ zaczyna się w Sromowcach-Kątach, a kończy w Szczawnicy. Jest to odległość 18 km, a jej przepłynięcie zajmuje około 2 godzin i 15 minut. My z racji tego, że stan wód jest podniesiony płyniemy tylko 1 godzinę i 45 minut. Mogłoby się wydawać, że to długo, ale czas ten mija niezwykle szybko, zwłaszcza, że otaczają nas piękne widoki, słuchamy opowieści flisaków, a czasem pojawia się dreszczyk emocji, kiedy Dunajec zaczyna mocniej rwać. Można sobie wybrać wariant spływu dłuższy o 5 km i dotrzeć do Krościenka, ale nie ma sensu przepłacać, bo to, co najładniejsze można dostrzec na podstawowej trasie spływu. Płyniemy na specjalnie przystosowanych do tego tratwach, które są zbudowane z pięciu czółen. Kieruje nimi dwóch flisaków. Większość spływu przebiega wzdłuż granicy polsko-słowackiej. Na samym początku mijamy Macelową Górę oraz Sromowce Średnie, potem przez chwilę płyniemy po słowackiej stronie, a następnie otwierają się przed nami najpiękniejsze widoki spływu z Trzema Koronami na czele.

To właśnie u podnóża Trzech Koron zaczyna się właściwy Przełom Dunajca. Tutaj też rzeka staje się bardziej rwąca. Nas otaczają skaliste wybrzeża, po słowackiej stronie widać Czerwony Klasztor. Opływamy Klejową oraz Holicę i docieramy do Sokolicy. W jej pobliżu znajduje się najgłębsze miejsce spływu. W końcu opuszczamy skalny wąwóz i po jakichś kilkunastu minutach jesteśmy w Szczawnicy. Tam spędzamy chwilkę na bazarku, a potem ruszamy do Dębna Podhalańskiego. To już ostatni punkt dzisiejszej wycieczki. W Dębnie znajduje się zabytkowy drewniany kościółek św. Michała Archanioła. Zbudowany on został w II połowie XV wieku i obecnie jest wpisany na listę światowego dziedzictwa Unesco. Nie udaje nam się go zwiedzić, ponieważ jest zamknięty (w środku znajduje się inna zwiedzająca grupa). Oglądamy go tylko z zewnątrz, po czym wracamy do Zakopanego. Zauroczona Pieninami postanawiam wrócić w nie przy najbliższej możliwej okazji.

2 komentarze:

  1. Pieniny rzeczywiście piękne. Byłam, ale na pewno wrócę. Zamku w Niedzicy nie ma co żałować, bo w sumie dużo ciekawiej prezentują się Czorsztyńskie ruiny. W Niedzicy prócz tłumu turystów nie ma za wiele do oglądania.

    OdpowiedzUsuń