czwartek, 17 czerwca 2010

Waligóra i Ruprechticki Szpiczak - 4 czerwca 2010 (Góry Suche)

Na włóczęgę już wyruszyć przyszła pora
Las nas goni śpiewem ptaków, szumem drzew
I wołają nas już pola i jeziora
Zeszłoroczny nasz wesoły pomnąc śpiew

Ludzie maja swoje sprawy, ludzie lubią się bogacić
Pełne brzuchy mają, chcą mieć pełen trzos
A ja gonię, a ja gonię swe marzenia
Szczęścia szukam gdzie kaczeńce i gdzie wrzos

Tym co iść nie lubią mówię do widzenia
Za dni kilka może znów powrócę tu
Idę w świat by tam dogonić swe marzenia
Aby spełnić kilka swoich złotych snów

Do trzech razy sztuka... To powiedzenie znakomicie się sprawdza w przypadku Waligóry, bowiem wybieraliśmy się na nią już 2 razy wcześniej, ale pogoda krzyżowała nam szyki. Dziś na szczęście pogoda dopisała, więc mogliśmy ruszyć do Rybnicy Leśnej, by stamtąd ruszyć zdobywać Góry Suche, wchodzące w skład Gór Kamiennych. Znajdują się one w Sudetach Środkowych i biegną wzdłuż granicy polsko-czeskiej. Góry Kamienne dzielą się na 4 pasma: Góry Suche, Pasmo Lisistej, Czarny Las i Góry Krucze. My za cel obieramy sobie to pierwsze pasmo, a właściwie jego fragment. Zbudowane jest ono ze skał wulkanicznych, głównie magmowych. Góry cechują się krajobrazem typowym dla gór niskich, ale przy tym są bardzo zróżnicowane. W większości są porośnięte lasem, zwłaszcza sztucznie zasadzonym świerkiem. Szczyty mają budowę wypiętrzonych stożków, co potwierdza Waligóra, która znajduje się tuż za schroniskiem Andrzejówka. Ona będzie dziś naszym celem. Cel ten wydaje się bliski, ale bardzo stromy.

Ruszamy więc w trzyosobowej ekipie: mama (Danusia), mąż (Jacek) i ja (Małgosia) :) Auto zostawiamy na parkingu tuż pod schroniskiem Andrzejówka. Spoglądamy jeszcze szybciutko na mapę ina tablicę ze szlakami i ruszamy. Jednak już na samym początku mylimy szlaki (co nam zresztą wyszło na dobre:)). Zamiast iść od razu żółtym szlakiem na Waligórę, kierujemy się czerwonym w stronę Przełęczy pod Szpiczakiem. Co ciekawe na samym początku nawet nie jesteśmy tego świadomi i idziemy dalej. Coś jednak wydaje nam się podejrzane, gdyż szlak coraz bardziej zmierza w dół, a my oddalamy się od Waligóry, którą zostawiamy w tyle. W końcu orientujemy się, że idziemy nie tym szlakiem (czerwony i żółty były tak blisko siebie na mapie, że je najzwyczajniej pomyliliśmy). Po jakichś 40 minutach wędrówki docieramy na Przełęcz pod Szpiczakiem.

Stąd na Waligórę jest 40 minut drogi, ale wejściem od innej strony. Zanim jednak się tam skierujemy, decydujemy się pójść zielonym szlakiem na Ruprechticki Szpiaczak. Mapa pokazuje, że jest do niego 10 minut drogi, co jednak okazało się nieprawdą, gdyż stromą drogą i jeszcze czasami błotnistą szliśmy jakieś minut 25. Szlak wiedzie granicą polsko-czeską, aż w końcu znajdujemy się po czeskiej stronie. Tu las się przerzedza, a naszym oczom ukazują się cudne widoki :) Jesteśmy na szczycie Ruprechtickiego Szpiczaka (880 m n.p.m.). Na takie widoki i taką pogodę czekałam bardzo długo. Wreszcie świeci słoneczko, nie ma śniegu, deszczu, a widoczność sięga kilkudziesięciu kilometrów. Na szczycie znajduje się wieża widokowa, na którą wdrapujemy się z Jackiem. Mama czeka na nas na dole, bo ma lęk wysokości. Z góry roztaczają się piękne widoki. Każda z czterech stron świata zachwyca nas pięknymi górami. Widać między innymi Rudawy Janowickie, które odwiedziliśmy w lutym podczas ferii zimowych. Naszym oczom ukazuje się, oczywiście, Śnieżka, którą ostatnio coraz częściej widać także z moich rodzinnych stron (okolic Zalewu Mietkowskiego).

Na górze bardzo wieje i jest zimno, więc schodzimy, przysiąść chwilę na ławeczce. Przy okazji wpisujemy się do księgi turystów, znajdującej się w metalowej oprawie i na łańcuchu :) Super pomysł. Jeszcze takiego czegoś nie widziałam. Po posileniu się, ruszamy zdobywać Waligórę. Musimy wrócić na Przełęcz pod Szpiczakiem, by stamtąd czarnym szlakiem, a potem żółtym osiągnąć szczyt. Teraz już jak na dłoni po prawej stronie mamy Waligórę. Droga na nią najpierw jest płaska, ale szybko zaczyna piąć się pod górę. Podziwiam w tym momencie ludzi mijających nas na rowerach. Nie odważyłabym się na taki wyczyn. W końcu znajdujemy się na szczycie Waligóry. Hmm... niczym szczególnym ona mnie nie zachwyca. Znajduje się tu niewielka polanka oraz kamienny słup z napisem Waligóra (936 m n.p.m.).

Widoki są mocno ograniczone przez wysokie drzewa. Spędzamy tu chwilkę i schodzimy. Kusi nas żółty szlak, który w ciągu 20 minut prowadzi do schroniska. Gdybyśmy jednak wiedzieli, jak ciężkie jest to zejście, to pewnie byśmy się na nie nie zdecydowali. Szlak idzie ostro w dół (nachylenie ponad 45 stopni jak nic), a do tego jeszcze jest bardzo kamienisty, co skutkuje poślizgnięciem się i upadkiem. Ostrożnie trzeba stawiać każdy krok, gdyż można także zahaczyć o wystające konary drzew. Rzeczywiście na dole jesteśmy dość szybko, ale zejście było wymagające. Jeszcze podczas schodzenia z Waligóry oraz już pod samym schroniskiem podziwiamy paralotniarzy, których jest tutaj bardzo dużo.
Waligóra po wielu próbach zdobyta :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz