czwartek, 16 sierpnia 2012

Kuźnice - Czarny Staw Gąsienicowy - Zawrat - Świnica - Hala Gąsienicowa - Kuźnice (Tatry) - 6 sierpnia 2012


Piękny, poniedziałkowy dzionek, po zapowiadanych burzach ani śladu. Ruszamy więc do Kuźnic. Dziś w planach Świnica. Słoneczko grzeje, a my spragnieni gór ruszamy przed siebie. Do Murowańca, w zasadzie Czarnego Stawu Gąsienicowego idziemy jak zwykle przez Boczań szlakiem niebieskim. Jak dla mnie droga ta jest przyjemniejsza i chyba mnie oblegana niż Jaworzynka. Początkowo idzie się lasem, by w miarę dość szybko wyjść na otwartą przestrzeń z widoczkami. Mam też wrażenie, że nie jest tu tak nierówno, jak podczas drogi Doliną Jaworzynki. Po pokonaniu granicy lasu, wyłaniają się widoki, ale też odczuwamy niezwykle silny tego dnia wiatr, który potem też mocno uprzykrzy nam życie. W niecałą godzinkę docieramy do Przełęczy między Kopami (1499 m n.p.m.), gdzie szlak niebieski łączy się z żółtym, idącym z Doliny Jaworzynki. Tu chwileńka na odpoczynek i ruszamy dalej. Co prawda godzina jeszcze wczesna, ale wolimy zrelaksować się wyżej ;) Mijamy Królową Rówień i jesteśmy na Hali Gąsienicowej, która jak zwykle nas zachwyca swoją urodą, pięknem, spokojem i roślinnością. Przed nami widać  Kościelec (na którym jeszcze nie byliśmy) i piękne oświetlone inne szczyty. Zatrzymujemy się na chwilę pod Murowańcem, w którym o dziwo nie ma jeszcze tłumów. Pewnie z powodu godzin przedpołudniowych. Cieszymy się, że wyszliśmy wcześniej z jeszcze jednego powodu - upał robi się coraz większy i nawet wiatr nie daje efektu chłodzenia. Mam nadzieję, że wyżej nie będzie już czuć gorąca. Stąd ruszamy w kierunku Czarnego Stawu Gąsienicowego. Idziemy wąską ścieżką u podnóża Małego Kościelca. Mijamy położoną nieco niżej na skalnym rumowisku tablicę, upamiętniającą śmierć Mieczysława Karłowicza 8 lutego 1909 roku po lawiną śnieżną. Znajduje się na nim krzyżyk niespodziany, ulubiony przez Karłowicza znak szczęścia, często mylnie interpretowany.

 Chwilkę przerwy robimy nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Chłodzimy twarz w lodowatej wodzie. Spoglądamy na Kościelec i przełęcz Karb, na którą już się kiedyś wdrapywaliśmy przy jeszcze większym upale. Tym razem jednak obieramy inny kierunek i obchodząc staw z lewej strony niebieskim szlakiem kierujemy się na Zawrat. Po drodze mijamy żółty szlak prowadzący na Skrajny Granat - kiedyś nim schodziliśmy właśnie z owego Granatu. Dochodzimy do Zamarzłego Stawu, gdzie mamy kolejne rozwidlenie szlaków. Tym razem żółty prowadzi na Kozią Przełęcz. My idziemy dalej niebieskim na Zawrat. Droga pnie się coraz bardziej do góry, ale też odsłaniają się coraz piękniejsze widoki.  Idziemy wzdłuż ściany Zadniego Kościelca. Ludzi dość sporo na szlaku, więc na łańcuchach przed samym Zawratem robi się mały korek i trzeba nieco czekać. Jeszcze tylko kilka łańcuchów i jesteśmy na Zawracie (2159 m n.p.m.). Tu wita nam silny wiatr i wpadające do oczu zewsząd muszki. Jakaś masakra. Ale widoki cudne. Na pierwszym planie mamy Zadni Staw w Dolinie Pięciu Stawów, widać Krywań, Hruby Wierch, Kotelnicę. Na lewo szlak na Orlą Perć. My jednak idziemy na Świnicę. Według mamy dzieli nas od niej tylko 40 minut. Z samego początku szlak czerwony jest łatwy - idziemy szlakiem poniżej Zawratowej Turni. Przechodzimy przez Niebieską Przełęcz. W zasadzie teraz cały czas poruszamy się nad przepaścią, trawersując zbocze Gąsienicowej Turni. Szlak pnie się coraz mocniej do góry. Na szczęście są łańcuchy, więc nie jest źle. Dochodzimy do charakterystycznego komina, gdzie oprócz łańcuchów zamontowano klamrową drabinkę.  Tu ponownie robią się małe zatory, ale nie są jakieś męczące. Przerwy wykorzystujemy na podziwianie widoków. Tuż przed samym szczytem dochodzimy do miejsca, gdzie dołącza szlak prowadzący ze Świnickiej Przełęczy. Stąd na szczyt mamy jakieś 5 minut drogi. Idziemy teraz dość eksponowaną i stromą ścieżką, by za chwilę powiedzieć: Świnica zdobyta! Jesteśmy 2301 m n.p.m i podziwiamy cudne widoki. Mamy szczęście, bo trafiamy na moment, kiedy na szczycie jest niewielu turystów.


 Po kilku minutach odpoczynku schodzimy, kierując się w stronę Świnickiej Przełęczy. Na samym początku obdzieram łokieć i plecy ocierając się o skałę. Droga jest całkiem przyjemna, choć na samym początku wymaga nieco wysiłku. Później to już tylko wytracanie wysokości. Co chwilę spoglądamy na zostawianą za sobą Świnicę. Teraz możemy ją oglądać z nieco innej perspektywy. Im niżej jesteśmy, tym bardziej widać, jak potężnym masywem ona jest. Po jakiś 40 minutach stajemy na Świnickiej Przełęczy i czarnym szlakiem kierujemy się do Doliny Gąsienicowej - jednej z moich ulubionych. Dużo tam stawików, których nazwy ciężko spamiętać. W każdym razie tworzą niesamowity klimat. Do tego ten odczuwany w tym miejscu niepowtarzalny zapach Tatr :) Zejście do skrzyżowania szlaków w Suchej Dolinie Stawiańskiej zajmuje nam około20 minut. Mijamy wcześniej Zadni Staw Gąsienicowy, Czerwone Stawki, nieco większy Zielony Staw, a potem jeszcze Litworowy. Od skrzyżowania szlaków, gdzie znajduje się też kolej linowo-krzesłkowa Kasprowy dzieli nas około 40 minut drogi do Murowańca. Tutaj nie wiem, czemu, ale droga zawsze mi się dłuży. Ponownie dochodzimy więc do Hali Gąsienicowej i Przełęczy miedzy Kopami. Decydujemy się wracać Doliną Jaworzynki, ale chyba wybór tej drogi nie był dobry, bo po pierwsze straszne tłumy, a po drugie poprzeczne belki (deski) na początkowym odcinku szlaku. Po jakiejś godzinie drogi jesteśmy w Kuźnicach. Cała wyprawa zajęła nam 7,5 godziny. W sumie nawet nie wiem, czy szliśmy zgodnie z oznaczeniami na szlakach, ale jakoś nie patrzyliśmy na zegarek. Chcieliśmy tylko około godz. 16.30 być na dole i udało się ;)











 






 





środa, 15 sierpnia 2012

Rabka-Zdrój - Maciejowa - Stare Wierchy - Klikuszowa (Gorce) - 5 sierpnia 2012


Gorce to pasmo leżące w Beskidach Zachodnich. Ich powierzchnia wynosi 550 m2,. Kiedyś już przez nich przejeżdżaliśmy, wracając z Bieszczad, ale na żaden szczyt nie weszliśmy.To, co wyczytałam na ich temat z miniaturowego opisu dostępnego na mapie, to ich cechą charakterystyczną są rozległe hale z pięknymi widokami oraz występowanie rozrogu jakim jest Turbacz, z którego odchodzi 7 grzbietów górskich o różnych długościach
W Tatrach zapowiadali na dziś intensywne burze już od wczesnych godzin popołudniowych. Nasze wejście tego dnia na Świnicę stanęło więc pod znakiem zapytania. Stwierdziliśmy, że nie warto ryzykować, zwłaszcza, że Świnica w burzy potrafi być niebezpieczna. Wsiedliśmy więc w autobus, jadący do Krakowa. Postanowiliśmy wysiąść w Rabce Zdroju i udać się na jakiś szczyt w Gorcach. Mnie zamarzył się dojazd do Rabki Zaryte i wejście na Luboń Wielki. Niedzielne stanie w korkach i prawie dwugodzinna droga, którą można by pokonać w 45 minutach zweryfikowała nasze plany.
Zresztą, to, co zapamiętam z tej wyprawy najbardziej to Obidowa, Klikuszowa, wiele pokonanych kilometrów i łapanie stopa :)
Wysiadamy więc w Rabce około godziny 11 i udajemy się po zakup mapy Gorców, ponieważ nie posiadamy jej (kilka dni później w jakimś górskim konkursie wygrałam kolejną ;)) Krótkie spojrzenie na mapę i już mamy cel naszej wyprawy. Idziemy na Maciejową, stamtąd na Stare Wierchy i najprawdopodobniej potem przez Obidową do Klikuszowej. Mnie oczywiście marzy się wejście na Turbacz i potem zejście do Nowego Targu, ale czasowo dziś to jest niewykonalne. Obieramy więc czerwony szlak (Główny Szlak Beskidzki im. Kazimierza Sosnowskiego) i nim kierujemy się na Maciejową. Według znaków droga powinna zająć około 1,30 godziny. My idziemy nieco krócej. Najpierw trzeba pokonać jakieś 20 minut drogi przez miasto. Mijamy uzdrowiskową część Rabki, by chwilę potem znaleźć się już za miastem na rozległej hali. Przed nami rozpościerają się piękne widoki, a zapowiadanej burzy na szczęście nie widać.


 Po około godziny znajdujemy się na szczycie. Maciejowa ma 815 m n.p.m. Roztaczają się z niej szerokie, zapierające dech w piersiach widoki na Babią Górę, Pasmo Polic oraz Beskid Makowski. Tu też kończy swój bieg czarny szlak rozpoczynający się w Rabce na Plasówce.
Nie zatrzymujemy się tu, bo przystanek zaplanowaliśmy w Bacówce PTTK na Maciejowej, która znajduje się kilometr stąd na południowy-wschód na polanie Przysłop na wysokości 852 m n.p.m. Stąd jest chyba jeszcze ładniejsza panorama gór. Czytamy, że przy doskonałej pogodzie można dostrzec Tatry - nam się jednak to nie udaje. Chciałoby się zostać tu dłużej, ale czas nas nagli. Przysiadamy więc na chwilę na trawie na drożdżówkę i ruszamy dalej.
Stąd godzina drogi dzieli nas od Schroniska na Starych Wierchach. Znajduje się ono na wysokości 973 m n.p.m. na dużej polanie Stare Wierchy. Jest ono równie klimatyczne, jak to na Maciejowej.
Na polanie znajduje się duże skrzyżowanie szlaków turystycznych. Jeden z nich - czerwony - kieruje się na Turbacz. Żal, że nie możemy nim podążać. Niestety, czas nagli. Schodzimy więc zielonym szlakiem do Obidowej. Po jakiś 20 minutach drogi stajemy na rozdrożu. Zielony szlako prowadzi na Bukowinę Obidowską (szczyt o wysokości ponad 1000 m n.p.m).


Decydujemy się jednak przejść przez wieś, by szybciej dostać się do Klikuszowej. W zasadzie cały czas idziemy wzdłuż potoku Lepietnica. Jednak droga dłuży się niemiłosiernie. Mamy do pokonania jakieś 6 km asfaltem. Po drodze mijamy kilka przystanków autobusowych. W jednym z napotkanych sklepów dowiadujemy się, że wszystkie odjechały do południa. No trudno, pozostaje wędrówka pieszo. Zmęczenie daje o obie znać, a droga wydaje się nie mieć końca. Kiedy zabudowania się zagęszczają, mamy nadzieję, że to w zasadzie koniec wędrówki i zaraz będzie skrzyżowanie z Zakopianką. Mijamy szkołę, straż pożarną, kościół, boiska, a końca nie widać. Normalnie te 6 km nie byłoby żadnym wyczynem, ale dziś działa na mnie wyjątkowo irytująco. Wreszcie jest skrzyżowanie! Teraz musimy jeszcze przejść przez Klikuszową i wyjść za wieś, bo tam znajduje się przystanek autobusowy. Na nim spędzamy dobre pół godziny, bo żaden bus, autobus jadący w kierunku Zakopanego się nie zatrzymuje. W końcu decydujemy się łapać stopa, zwłaszcza, że zbliża się wieczór. Ku naszej radości zatrzymuje się jakiś przepełniony, nagrzany i śmierdzący bus, który zawozi nas wprost na przystanek w Nowym Targu. Tam los się do nas uśmiecha, bo udaje nam się od razu przesiąść na autobus jadący do Zakopanego. A na dworcu kolejna niespodzianka - właśnie odjeżdża bus do Kościeliskiej przez Czajki i WDW :) Hurra! Tego dnia, pomimo niedzieli, nawet panie w kuchni czekają na nas z obiadem.
Jutro ruszamy na Świnicę.





 





wtorek, 14 sierpnia 2012

Gubałówka i Butorowy Wierch (Tatry) - 4 sierpnia

 
Gubałówka i Butorowy Wierch, a w zasadzie u nas zawsze jest odwrotnie. Ileż razy o nich już było. Tak, bo zawsze wejściem na to pasmo rozpoczynamy swój pobyt w Tatrach ;) Nieważne, że zmęczeni, czasem  po pół nocy w drodze, ale coś nas tam ciągnie. Człowiek po całym roku stęskniony tatrzańskich widoków chce się nimi napawać do woli. Co praca sprzed naszego ośrodka widok na Tatry jest doskonały. Nic tylko siąść przed chatką na ławeczce i wpatrywać się w Śpiącego Rycerza, Czerwone Wierchy, Kopę, Granaty, Świnicę, Kasprowy itd. Zazwyczaj na Butorowy wchodzimy od Czajek, częściowo wzdłuż wyciągu narciarskiego, a potem odbijamy na asfaltową drogę prowadzącą na Gubałówkę. Tą trasą zawsze mamy najlepsze widoki. Niegdyś lasem dochodziliśmy do Polany Szymoszkowej i stamtąd wspinaliśmy się pod górę, ale wtedy traciliśmy sporo pięknych widoczków.


 Pogoda tego dnia, jak zwykle chyba każdego botorowo-gubałówkowego dnia była cudowna. Co niestety przełożyło się na tłumy na górze - bazarki, kramy, kiermasze, kurtoszkałacze, oscypki i inne rozrywki plum tłumy - gdyby nie widoki z jednej strony na Tatry, z drugiej na Babią Górę - człowiek czułby się jak na Krupówkach. My próbujemy tylko oscypków. Raz kupiliśmy tu pyszny serek od góralki i co roku mamy nadzieję, że uda nam się na niego znów trafić, ale bezskutecznie. Wbrew zapewnieniom najczęściej jest albo słony albo suchy. Przejście spacerkiem z Butorowego Wierchu na Gubałówkę spokojnym spacerkiem, wraz z podziwianiem widoków, zajmuje nam około 40 minut. Potem jak zwykle schodzimy do miasta, chyba szlakiem. Nigdy się nie zastanawiałam, czy tamtędy idzie szlak, ale wnioskując z mapy raczej tak.
Tego dnia czeka nas jeszcze szybkie obejście Krupówek w celu degustacji serków i buncu i ok. 4-5 kilometrowy powrót do ośrodka.









czwartek, 2 sierpnia 2012

Bazaltowa Góra (Pogórze kaczawskie) - 1 sierpnia 2012


Pomysł odwiedzenia Bazaltowej Góry zrodził się przy okazji wyjazdu na Radogost. Przeglądając wtedy mapę, zauważyłam, że po drugiej stronie ulicy znajduje się kolejna wieża. Wtedy jednak  zdobycie dwóch szczytów przez Michała na niespełna półtorarocznych nóżkach było zbyt ciężkim wyczynem ;)
Dziś mogę sobie pozwolić z mamą na wyjazd we dwójkę.
Jedziemy do Paszowic i tuż za nimi zostawiamy samochód przy leśnej drodze, w miejscu, gdzie przecina ją czerwony szlak.
Wejście na górę to w zasadzie żaden wyczyn, zwłaszcza, że jet ona położona na wysokości 368 m n.p.m., więc zajmuje nam ono około 20 minut. Szlak cały czas prowadzi lasem, a widoki odsłaniają się dopiero przed szczytem, gdzie niedaleko wieży znajduje się punkt widokowy z panoramą Gór Sowich i Kamiennych.
Bazaltowa Góra znajduje się na terenie Parku Krajobrazowego "Chełmy" i jest to niewielkie powulkaniczne wzniesienie w kształcie stożka. Na jego szczycie jest wspomniana już 10-metrowa wieżą widokowa - dość stara, bo pochodząca z 1906 roku i wpisana do rejestru zabytków. Zbudowana z bazaltowego kamienia. Niestety, widoki z niej są marne, a w zasadzie żadne. Drzewa uniemożliwiają zobaczenie czegokolwiek, a szkoda.


Po zejściu z góry, przechodzimy na drugą stronę ulicy i wchodzimy w las po przeciwnej stronie, by po 5 minutach dotrzeć do Groty Pustelnika. Znajduje się ona w odsłonięciu skał zieleńcowych na wysokości 298 m n.p.m.w dolinie potoku Paszówka. Są to 2 otwory w skale będące efektem działalności człowieka. Po co je tam wydrążył? Nie wiadomo.

Ciemna pieczara, wielkich tajemnic siedziba,
Nikt nie wie co w jej wnętrzu ukryte się mieści,
Kiedy na widok wyjdzie, co światu obwieści,
Co nienawidzieć będzie, a co upodoba.

Józef Cyra "Grota Łokietka"













środa, 25 lipca 2012

Góra Krzyżowa (Wzgórza Strzegomskie) - 21 lipca 2012


Zwana Kromołą, leży na Przedgórzu Sudeckim, na Wzgórzach Sudeckich, należy do Korony Sudetów Polskich i ma zaledwie 354 m n.p.m. Mowa, oczywiście, o Krzyżowej Górze, na którą się dziś udajemy. Jest to wzniesienie o stromych zboczach i dość płaskim, kopulastym wierzchołku. Prowadzą na niego w końcowej części schodki. Na samej górze znajduje się platforma widokowa i krzyż postawiony w 1845 roku w stulecie bitwy pod Dobromierzem (jednej z bitew w czasie wojen śląskich). Od niego nazwę wzięła góra.
Wycieczkę rozpoczynamy na strzegomskim rynku, skąd idziemy około 15 minut przez miasto, by dotrzeć do podnóża góry, gdzie znajdują się pola uprawne i działki. Była ona oczywiście wcześniej nie zaplanowana, a ja pomysł zrodził się przy okazji wizyty w Strzegomiu, więc niech nikogo nie dziwią torebki na ramieniu i "sportowe" obuwie.


Po minięciu działek idziemy  przez las idziemy ścieżką przyrodniczo-edukacyjną "Na Naszej Górze", która została uroczyście otwarta 5 września 2007 roku. Jej długość to 1300 metrów. Na pierwszej z plansz można zapoznać się z historią Góry Krzyżowej oraz przeczytać, jakie chronione gatunki roślin występują na jej zboczach. Na kolejnych tablicach można wyczytać informacje odnośnie zagrożeń lasu, roślin chronionych, sposobów zaznaczania swojej obecności przez zwierzęta. Są też informacje o płazach, gadach, ptakach, opisy pięter w lesie wraz z fauną charakterystyczną dla każdego z nich. Dodatkowo na szlaku prowadzącym na górą z miasta są rozsiane stacje drogi krzyżowej.
Droga na szczyt nie jest długa, a dodatkowo jeszcze uatrakcyjniona miejscami, w których można odpocząć (ławki, stoliki). Po jakiś może 15-20 minutach wędrówki lasem zbliżamy się do schodów prowadzących już na samą platformę widokową. Na jednym ze schodów można dostrzec ciekawy napis: "Schody te są darem miłości, darem miłości są schody do nieba".


Na szczycie w XIX wieku znajdowała się figura Krzyża świętego, zniszczona w 1945 roku, a potem odnaleziona i umieszczona w strzegomskim kościele. Obecnie na szczycie jest nowy krzyż z 1995 roku, widoczny już z daleka.
Góra Krzyżowa to doskonały punkt widokowy na Sudety i okolicę. My trafiliśmy akurat nie piękną pogodę, więc górki mieliśmy jak na dłoni.
Wycieczka krótka, trasa łatwa do pokonania, nawet w sandałkach i z torebką na ramieniu ;)