poniedziałek, 5 grudnia 2016

Szklarska Poręba - Schronisko pod Łabskim Szczytem - Śnieżne Kotły - Szklarska Poręba - 4 grudnia 2016


To był pierwszy chyba tak mroźny dzień tej zimy. W Świdnicy były 4 stopnie na minusie. W Szklarskiej pewnie będzie mniej, ale w końcu mamy zimę, a dziś w planach wycieczka do Śnieżnych Kotłów (mam nadzieję, że prawdziwie ośnieżonych). Do Szklarskiej Poręby docieramy około godziny 8. Czuć lekki mróz, ale jest tylko minus 8 stopni, więc nie jest źle. Jak się idzie, zimna nie czuć, wprost przeciwnie potem będziemy się nawet rozbierać. Parkujemy obok Muzeum Mineralogicznego i kierujemy się na żółty szlak, prowadzący do Schroniska pod Łabskim Szczytem. Z racji, że idą dzieci, a śniegu jest dość sporo, to pierwszy odcinek nieco się wydłuża. Nie ma się co dziwić - przecież na co dzień nie ma śniegu. Śniegowych szaleństw nie widać końca, ale ostatecznie po nieco ponad godzinie docieramy do Schroniska. Jednego z naszych ulubionych, zwłaszcza ze względu na panujący tu klimat. Położone jest ono na wysokości 1168 m n.p.m. na krawędzi Łabskiego Kotła i roztacza się z niego wspaniały widok na Kotlinę Jeleniogórską. Należy ono do najstarszych w Karkonoszach i powstało już w okresie wojny trzydziestoletniej jako jedna z pierwszych bud pasterskich. Przechodząc obok niego, zawsze się tu zatrzymuję. Tak też jest i tym razem.


Ze schroniska do Śnieżnych Kotłów jest mniej więcej godzina drogi. Udaje nam się jeszcze do nich dostać szlakiem letnim, czyli żółtym, który tydzień później został już zamknięty ze względu na zagrożenie lawinowe. Szlak prowadzi zboczem Łabskiego Szczytu, z pięknymi widokami na Kotlinę Jeleniogórską. Śniegu jest bardzo dużo, tak powiedzmy do pasa. Ale na szczęście jest zmrożony, więc się człowiek w nim nie zapada. Do tego warto dodać, że pogoda jest rewelacyjna - błękitne niebo, słoneczko i mega widoczność. A do tego pusty szlak. Czego można chcieć więcej.
W Śnieżnych Kotłach z kolei śniegu jak na lekarstwo. Na szlaku minimalna jego ilość. Kociołki co prawda są ośnieżone (najpiękniejszy ich widok mam z marca 2016 roku), ale nie aż tak bardzo. W sumie to dopiero początek zimy i jeden z pierwszych śniegów. Śnieżne Kotły jak zwykle robią na nas ogromne wrażenie. Nie bez powodu, bo są to dwa najlepiej wykształcone kotły polodowcowe.  Ich pionowe ściany w niektórych miejscach mają około 200 m. Na dole widzimy trzy Śnieżne Stawki - jeziorka polodowcowe. Dziś jednak większy zachwyt wywołuje widok na czeską stronę Karkonoszy, skrytych pod chmurkami. Dzieci są zachwycone, bo pierwszy raz widzą Kociołki zimą. I tym razem tu nie wieje, można nawet zdjąć czapkę. Dla porównania podczas lipcowej wyprawy musiały trzymać się barierek, by ich nie zwiało i założyć zimowe czapy oraz rękawiczki ;)


Zejście ze Śnieżnych Kotłów jest mega szybkie, ponieważ troszkę źle wyliczyliśmy czas. Co prawda czołówki leżą w plecakach. Nieco ponad pół godziny i jesteśmy obok Schroniska pod Łabskim Szczytem. Kolejny odcinek pokonujemy niemalże zbiegając, ponieważ teraz w ruch poszły przypięte wcześniej do plecaków jabłuszka. Dzieci pędzą jak szalone. Zmrok zastaje nas jakiś kilometr przed końcem wycieczki, czyli nieco ponad po godzinie 16 (tak szybko się ciemno zrobiło, pomimo pogodnego i słonecznego dnia).  Nasza trasa wyniosła 17,5 km. Czasu nie podaję, bo wliczone były do niego pobyt w schronisku i długi odpoczynek przy Śnieżnych Kotłach oraz przerwy na śniegowe szaleństwa dzieci.






















 




 



 

niedziela, 6 listopada 2016

Tanvaldzki Szpiczak, Hvezda (Stepanka), Wodospad Mumlawski, Góra Szybowcowa - 5 listopada 2016


Mieliśmy jechać na Szpiczak, żeby mieć kolejny szczyt do Sudeckiego Włóczykija. I na Szpiczaku byliśmy. Ale nie na tym, co potrzeba. Zorientowaliśmy się dopiero wtedy, gdy przybijaliśmy pieczątkę w książeczce. Nie zgadzała się wysokość z pieczątki, z tą, która była podana na mapie. Ponad 100 metrów różnicy - chyba nikt nie mógł się pomylić. Ale z drugiej strony chyba żadnego innego Szpiczaka w Górach Izerskich nie ma. Sprawdzę w domu, gdzie ten właściwy, czyli Oldrichowicki jest, a na razie cieszymy się tym, że jesteśmy na Tanwaldzkim Szpiczaku, bo tu jest też pięknie :)
Wycieczka na Szpiczak i jeszcze w kilka innych miejsc była zaplanowana tydzień temu. Co prawda pogoda nie była rewelacyjna, ale w Świdnicy nie padało, a nawet zaczynało przebijać przez chmury słońce. Niestety, w Szklarskiej Porębie przywitała nas ulewa, a na Polanie Jakuszyckiej dodatkowo śnieg.
Do naszego celu, czyli Prichovic (położonych 10 km) od Harrachova oraz Albrechtic (położonych kilka kilometrów za Prichovicami i Korenovem) jest jeszcze kawałek drogi, więc może się przejaśni. I jak zwykle się nie myliliśmy.


Kiedy docieramy do Albrechtic w Jizerskich horach deszcz ustaje. Zostawiamy samochód na parkingu, w miejscu, gdzie zaczyna się niebieski szlak prowadzący na szczyt Tanwaldzkiego Szpiczaka. Tam też znajduje się przystanek autobusowy. Parking chyba jest bezpłatny, bo nie widać, żeby ktoś pobierał tam jakiekolwiek opłaty, albo pora dnia i roku już taka, że nikogo nie ma.
Wejście na Szpiczak, to w zasadzie półgodzinny spacer na górę. Jakieś 20 minut niebieskim szlakiem do Rozdroża pod Szpiczakiem i potem 10 minut szlakiem zielonym na szczyt. Idziemy dość szeroką, chyba dojazdową drogą. W jednym miejscu szlak odbija w las w celu skrócenia drogi, ale my nie korzystamy z tej możliwości. I chyba niewielu z niej korzysta, bo ścieżka w lesie jest zarośnięta, ale patrząc na mapę oszczędzilibyśmy może kilkadziesiąt metrów drogi. Poza tym jest dość mokro. Od Rozdroża pod Szpiczakiem pojawia się niewielka ilość śniegu, na szczycie jest do minimalnie więcej, co stanowi nie lada atrakcję dla dzieci, które lepią pierwsze w tym roku bałwanki i znoszą je aż na sam dół.
Tanwaldzki Szpiczak to jeden z największych centrów sportów zimowych w Górach Izerskich. Ma on wysokość 831 metrów. Na szczycie znajduje się wieża widokowa zbudowana w 1909 roku, nazwana Jubileuszową wieżą cesarza Franciszka Józefa I. Rok później dobudowano do wieży chatę turystyczną z restauracją. Z rozhlednej roztaczają się piękne widoki, w tym na nieco zamglone dziś Karkonosze i Góry Izerskie oraz Grzbiet Jeszczedzki. Wieża ma 18 metrów, ale platforma widokowa znajduje się na wysokości 14 metrów. Aby na nią wejść należy pokonać 69 schodków


Jednak bardziej atrakcyjna jest Fanterova skała - punkt widokowy, położony kilkanaście metrów od wieży widokowej. Wchodzi się na nią po metalowej drabince. Został on wybudowany kilka lat wcześniej niż wieża, bo już w 1989 roku. Jednak potrzeby turystów spowodowały, że wybudowano obok wspomnianą chatę turystyczną.  Na wieżę na szczycie Szpiczaka można także dojechać kolejką linową z miejscowości Jiřetín pod Bukovkou.
Dziś na szczycie Szpiczaka jest prawie pusto, ludzi niewielu, nieco mgliście, prawie pusta chata turystyczna, ale za to bardzo klimatycznie.
Ze Szpiczaka udajemy się na parking i stamtąd jedziemy do Korenova, a dokładnie jego dzielnicy Petrichovic, skąd udamy się na Hvezdę z wieżą Stepanką. Z centrum miasta (zielonym szlakiem), gdzie znajduje się parking na szczyt jest około 1,5 km. My dziś na leniwca skracamy sobie drogę i dojeżdżamy pod samą chatę pod Hvezdą (stąd na szczyt jest zielonym szlakiem pół kilometra). Pół kilometra ścieżką w stylu kocich łbów, dość śliską, bo przyprószoną śniegiem.
Hvezda to szczyt o wysokości  958 m n.p.m. w Górach Izerskich. Znajduje się na nim neogotycka wieża widokowa Stepanka o wysokości 24 metrów (wejść można na wysokość 21 metrów, na które prowadzi 81 schodów. Na skałach przy wieży znajduje się kamienny stół z ławką oraz tablica pamiątkowa odsłonięta 8 czerwca 2008, która upamiętnia rozpoczętą tutaj fikcyjną ekspedycję w góry Ałtaju powziętą w 2007 przez Jarę Cimrmana. Ze szczytu roztaczają się piękne widoki. Pomimo niezbyt ładnej dziś pogody, można dostrzec Karkonosze.
Nieco poniżej szczytu znajduje się bardzo sympatyczne schronisko Chata Hvezda (http://www.chatahvezda.cz/), do którego wstępujemy na kawę.


Ruszamy dalej, bo dziś jeszcze w planach Mumlawski Wodospad. Dojeżdżamy do Harrachowa i tam parkujemy jakieś półtora kilometra od samego wodospadu, do którego prowadzi niebieski szlak. Szlak nieco komercyjny, bo nawet jeździ nim coś w stylu pociągu dowożącego "strudzonych" turystów niemalże nad sam wodospad. Idziemy więc szeroką drogą, na szczęście już z racji popołudnia mało zaludnioną. Nad samym wodospadem znajduje się bufet z jedzeniem "U lisaka". Stające kilkanaście metrów dalej schronisko (Mumlavska bouda) jest już nieczynne (nie wiem, czy na stałe?)
Aby dostać się do Mumlawskiego Wodospadu należy zejść nieco poniżej schroniska. Można do oglądać z mostku, ale warto zejść niżej nad samą wodę. Uwaga, bo ślisko, o czym przekonały się dzieci :)
Mumlawski Wodospad to rząd kaskad na potoku Mumlawa. Woda spływa po granitowych progach, z których najwyższy ma wys. ok. 10 m. W korycie rzeki woda i kamienie wytworzyły liczne kotły eworsyjne zwane Czarcimi Okami. Jeden z nich, mający 6 metrów szerokości znajduje się u stóp wodospadu.
Z wodospadu wracamy ścieżką przyrodniczą, biegnącą wzdłuż Mumlawy. Znajduje się na niej sporo atrakcji i ciekawostek dla dzieci.


Na Mumlawskim Wodospadzie wycieczka dziś miała się zakończyć, ale chyba było nam dziś mało, bo postanawiamy jechać na zachód słońca na Górę Szybowcową :) Tyle razy byłam w okolicach Jeleniej Góry, ale ani razu jeszcze nie udało mi się tam dotrzeć, a szkoda. Teraz jest jednak okazja. Na widoki, zachód słońca i kolejny szczyt do Sudeckiego Włóczykija ;)
Szybowisko (Góra Szybowcowa) to niewysoki (561 m n.p.m.) szczyt w Grzbiecie Małym Gór Kaczawskich, leżący niedaleko Jeżowa Sudeckiego. Na górę można wjechać, co też my z racji późnej pory i całodziennego włóczenia się, czynimy. Na szczycie znajduje się szybowisko oraz kompleks resauracyjno-wypoczynkowy. A przede wszystkim rozpościera się z niego widok na Kotlinę Jeleniogórską i Karkonosze. Podziwianiem zachodu słońca nad Karkonoszami kończymy dzisiejszą wycieczkę.

 

 
 

 









 




 





niedziela, 2 października 2016

Żaltman - 1 października 2016


Żaltman (739 m n.p.m.) - pewnie długo bym jeszcze o tej górce nie wiedziała, gdyby nie fakt zbierania odznaki Korona Sudetów. Pewnego sobotniego październikowego poranka ruszamy z Michaśkiem do Radvanic, małej miejscowości położonej około 9 km od Adraspachu. W przeciwieństwie do mijanej po drodze okolicy Skalnego Miasta na naszym szlaku panuje cisza i spokój. Niewielu turystów wchodzi na Żaltmana i do położonej poniżej niego Jastrzębiej Budy. A szkoda, bo na szczycie znajduje się wieża widokowa, a schronisko położone jest w urokliwym miejscu.
Żaltman położony jest w środkowej części Gór Jastrzębich w Zaclerskiej Vrchowinie. Jest dość widoczny z daleka, bo wyrasta w kształcie długiego wału, górującego nad Petrovicami.
Wejście na Żaltmana nie jest ani męczące ani długie. Poza początkowym, lekko stromym odcinkiem drogi, pozostałą część pokonuje się niemal po płaskim terenie. Nam wejście zajmuje około 1 godziny, pomijając przerwę w schronisku. Idziemy szlakiem czerwonym i po około 40 minutach docieramy do Jastrebi bouda (http://www.jestrebibouda.cz/). Po drodze mijamy klimatyczne zabudowania.
O ile wnętrze schroniska nie robi na mnie wrażenia, o tyle na zewnątrz jest bardzo przyjemnie. Mam wrażenie, jakby czas się tu zatrzymał. Nieco poniżej kilka budynków, gdzie ludzie żyją swoim rytmem.


Spod Jatrzębiej Budy na szczyt jest około 20, może 30 minut. Szlak (teraz już zielony) prowadzi lasem, ale nie jest nudny, bo na południowo-zachodnim zboczu poniżej szczytu oraz w okolicy szczytu znajdują się budowle linii umocnień z okresu II wojny światowej. Cały czas idziemy szeroką, leśną i równiutką drogą, ale uwaga, bo przed samym szczytem należy z niej zejść i odbić w lewo, by dojść do wieży widokowej.
Owa wieża to metalowa konstrukcja  kryjąca się między drzewami. Patrząc na nią z dołu, można odnieść wrażenie, że będą marne widoki, ale nic bardziej mylnego. Wchodzimy krętymi schodkami na samą górę i naszym oczom ukazują się piękne, choć nieco zamglone widoki na Karkonosze, Góry Krucze, Suche, Sowie, Adraszpacko-Teplickie Skały.
Zejście z Żaltmana jest można powiedzieć, że ekspresowe, zwłaszcza, że tego dnia czeka nas jeszcze ognisko na Chełmcu :)