sobota, 24 sierpnia 2019

Brzeziny - Murowaniec - Zawrat - Kozi Wierch - Granaty - Murowaniec - Brzeziny - 24 sierpnia 2019

Podejście na Zawrat
To był wyjątkowo spontaniczny i udany weekend. Pomysł przejścia Orlej Perci chodził mi już od dawna po głowie, ale jakoś nigdy nie było czasu na jego realizację, bo ostatnimi czasy bardziej wybieraliśmy inne rejony górskie albo Tatry po ich słowackiej stronie. Ostatni weekend wakacji idealnie spasował, aby zrealizować swój plan. Co prawda prognozy nie były do końca optymistyczne (burze od wczesnych godzin popołudniowych), a poza tym ludzie żyli tragedią z czwartku (uderzenie pioruna w Giewont). Nastroje udzielały się na szlaku, widać było mniej ludzi, a ci którzy byli sprawdzali często prognozę i obserwowali zjawiska na niebie.
Z racji tego, że pojawiały się ostrzeżenia pogodowe, musieliśmy wystartować dość wcześnie, by móc choć częściowo zrealizować swój plan. Z Orlej w razie pogorszenia się pogody można zejść w kilku miejscach albo do Doliny Pięciu Stawów lub na Halę Gąsienicową.
Plan więc był, chęci jeszcze większe, dlatego z samego ruszyliśmy. Chwilę przed godziną 5 wystartowaliśmy z Brzezin. Tak, tak – już kiedyś pisałam, że nigdy więcej tym szlakiem nie pójdę, bo jest wyjątkowo nudny i męczący pod kątem rodzaju kamieniu, po których się idzie. Ale akurat dziś on najbardziej nam odpowiadał pod względem logistycznym. Do Kuźnic mieliśmy za daleko, a i z zaparkowaniem blisko szlaku też byłby problem, busy jeszcze nie jeździły. Pozostały więc Brzeziny i czarny szlak, do którego mieliśmy jakieś 5 minut drogi.
Zawrat
Idziemy więc Doliną Suchej Wody Gąsienicowej. Przebiega przez nią granica między Tatrami Zachodnimi i Wysokimi. Jej nazwa pochodzi od płynącego dnem doliny potoku Sucha Woda, którego koryto często jest suche, a woda płynie podziemnymi przepływami.
Po 45 minutach od startu docieramy na Psią Trawkę. Jest to polana, która początkowo należała do Hali Pańszczyca. Nazwa polany pochodzi od trawy bliźniczki psiej trawki. Jest to gatunek charakterystyczny dla bardzo jałowych gleb. Od kiedy polana przestała być użytkowana, psia trawka już tu nie rośnie. Niech nikogo nie zwiedzie nazwa polana, bo tak naprawdę po zaprzestaniu wypasu teren zarósł lasem. Dziś mamy tu tylko ławeczki i troszkę więcej przestrzeni.
Stąd do Murowańca jest około 1,5 godziny drogi. My idziemy nieco szybciej. W zasadzie to całą drogę pokonujemy o jakieś pół godziny szybciej niż wskazują czasy na szlakowskazach.
W Murowańcu pojawiamy się w okolicach godziny 7. Takiej pustki jak dziś dawno tu nie doświadczyłam. Wschodzące słońce oświetla schronisko, nadając mu niesamowity klimat. Posilamy się przed czekającym nas dość stromym podejściem na Zawrat i ruszamy, bo zaczynamy czuć chłód. Pierwszy fragment naszej drogi to niezbyt wymagające podejście nad Czarny Staw Gąsienicowy (1624 m n.p.m.), które zajmuje nam około 25 minut. Po drodze mijamy ścianę Małego Kościelca oraz położony w dole z lewej strony pomnik upamiętniający tragiczną śmierć Mieczysława Karłowicza, który został porwany przez lawinę.
Kozi Wierch
Nad stawem nie zatrzymujemy się, bo w zasadzie nie mamy czasu. Dziś jest on wyjątkowo cenny, zwłaszcza na podejściu, które zajmuje nam najwięcej czasu, bo w sumie na przejście z Brzezin na Zawrat trzeba liczyć około 4-4,5 godziny (w zależności od kondycji), a w to dopiero jedna z części wyprawy.  Ta część wymaga oczywiście pokonania sporego przewyższenia, bo ponad 1000 metrów w pionie. Od Zawratu w zasadzie przewyższenia będą niewielkie, ale tam trzeba będzie pracować bardziej technicznie, a przede wszystkim zachować dużą czujność i ostrożność, bo w niektórych miejscach ekspozycja jest naprawdę duża. Poza tym w kilku miejscach łańcuchy oraz klamry wymagają skupienia oraz trochę sprawności.
Idąc na Zawrat na szlaku jesteśmy praktycznie sami. Jesteśmy poza tym w takim rejonie, że słońce nie zdążyło tu jeszcze wyjrzeć zza gór. Mijamy 2 odejścia szlaku prowadzące na grań Orlej Perci. Jeśli pogoda się zepsuje na pewno którymś z nich będziemy schodzić. Na razie idziemy wzdłuż ściany Małego Koziego Wierchu, mijając Zmarzły Staw i docieramy do miejsca, gdzie zaczynają się łańcuchy i klamry – niezbyt trudne, ale w kilku miejscach na pewno potrzebne, zwłaszcza w końcowym podejściu, kiedy wchodzimy w skalną dość stromą rynnę.
Drabinka nad Kozią Przełęczą
Zawrat jest to położona na wysokości 2159 m n.p.m. wąska przełęcz w długiej wschodniej grani Świnicy w Tatrach Wysokich, oddzielająca Zawratową Turnię (2247 m) od Małego Koziego Wierchu (2226 m). Nazwa Zawrat i jej zdrobnienie – Zawracik występują dość często w nazewnictwie tatrzańskim. Oznaczają zazwyczaj strome przełęcze, przełączki lub inne podobne, strome obiekty. Z Zawratu widać między innymi Zadni Staw Polski, Gładką Przełęcz, Gładki Wierch czy Krywań, Rysy i wiele innych wierzchołków. Dzisiejsza widoczność pozwala na dalekie obserwacje. Zawrat to jednak początek naszej podróży, choć już za nami 4 godziny wędrówki.  Celem jest bowiem przejście Orlą Percią, a Zawrat ma być początkiem tej przygody. Startujemy z tego miejsca, ponieważ szlak na odcinku Zawrat – Kozi Wierch od lipca 2007 r. jest jednokierunkowy. Czas przejścia z Zawratu na Kozi Wierch wynosi około 3 godzin. Pierwszy odcinek Orlej Perci nie zwiastuje dalszych trudności. Podchodzimy łatwą granią na Mały Kozi Wierch (2228 m n.p.m.), jedynie tuż pod szczytem pomagamy sobie łańcuchami. Na wierzchołku pojawiamy się po ok. 15 minutach, warto spędzić tu dłuższą chwilę, gdyż panorama jest naprawdę rewelacyjna.
Mały Kozi Wierch to rozłożysty masyw o trzech graniach (dwie wzdłuż szlaku). W kierunku Doliny Pięciu Stawów Polskich odchodzi trzecia grań (południowa), oddzielająca Dolinkę pod Kołem od Dolinki Pustej. W niej znajduje się wierzchołek zwany Kołową Czubą, oddzielony od szczytu Małego Koziego Wierchu przełęczą Schodki. Północne stoki Małego Koziego Wierchu opadają ścianą do Kotła Zmarzłego Stawu Gąsienicowego.
Mały Kozi Wierch
Pierwszy pokonany odcinek to przyjemny spacer granią. Dla nas jednak najbardziej emocjonujący i przyjemny będzie fragment między Małym Kozim Wierchem a Kozim Wierchem. Tutejsze łańcuchy, klamry i drabinka wymagają już nieco więcej sprawności, a przede wszystkim obycia ze sporą ekspozycją i nieco kondycji. W kilku miejscach szlak naprawdę jest trudny i raczej nie poleciłabym go komuś, kto po górach nie chodzi.
Po minięciu Małego Koziego Wierchu pokonujemy krótki fragment grani i po chwili przy pomocy łańcuchów schodzimy do Zmarzłej Przełączki Wyżniej. Jest dość stromo i wąsko. Z boku łańcuchy, a z drugiej strony przepaść. Następnie przechodzimy na północną część grani. Wędrujemy teraz wzdłuż łańcuchów kilkanaście metrów w dół bardzo wymagającym skrajem Żydowskiego Żlebu, nazywanym też Honoratką. Na końcu tego odcinka znajduje się groźne urwisko.
Po przejściu  żlebu skręcamy w prawo i zaczynamy wąski trawers, który prowadzi nas do ukośnych i spadzistych płyt Zmarzłych Czub, po czym następuje zejście do Zmarzłej Przełęczy. Cały czas towarzyszą nam klamry i łańcuchy, które tu są niezbędne.  Zamarła Przełęcz to dobre miejsce na odpoczynek i tak też czynimy. Piękny widok na pionowe ściany Zamarłej Turni wzbudzają podziw. A do tego ciekawa skałka o nazwie chłopek, sprawiająca wrażenie, jakby wisiała w powietrzu. Z tego miejsca już niedaleko do chyba najbardziej emocjonującego miejsca na całej Orlej Perci, czyli słynnej drabinki. W sumie przyznam, że tez na nią czekałam.  Za drabinką kolejne łańcuchy i łańcuchy. Człowiek ma wrażenie, że nigdy się one nie kończą. Schodzimy dość mocno w dół, do miejsca, gdzie dołącza do nas żółty szlak, prowadzący do Doliny Gąsienicowej. Przez chwilę oba szlaku biegną równocześnie.
Zejście z Małego Koziego Wierchu
Kozia Przełęcz położona jest na wysokości 2137 m. Jest to wąska przełęcz w długiej wschodniej grani Świnicy pomiędzy Zamarłą Turnią a Kozimi Czubami. Przełęcz jest dwumetrowej szerokości wrębem między skałami. Przejście przez nią ułatwione jest przez klamry, drabinkę i łańcuchy.
Z przełęczy schodzimy żlebem kilkanaście metrów w kierunku Dolinki Pustej. Jest to bardzo wymagający i trudny fragment szlaku z jednym dość stromym kominkiem. Klamry i łańcuchy są tutaj dużym ułatwieniem. Następnie po przejściu niewielkiego trawersu szlaki rozłączają się – żółty biegnie do Doliny Pięciu Stawów Polskich. My natomiast kierujemy się cały czas czerwonym w stronę Koziego Wierchu. On skręca w lewo i za tymi znakami teraz podążamy. lewo. Naszym celem jednak najpierw są Kozie Czuby, na które trzeba się wspiąć prawie po pionowej ścianie. Zanim zdobędziemy najwyższy punkt Orlej Perci, czyli Kozi Wierch przejdziemy jeszcze przez kilka skalnych półek, pokonany sporo łańcuchów, w tym te, które znajdują się w rynnie prowadzącej do Wyżniej Koziej Przełęczy.  Ostatni fragment prowadzący na Kozi Wierch nie jest już ubezpieczony, co nie oznacza, że nie trzeba uważać. Wspinamy się na szczyt po głazach i znajdujemy miejsce do odpoczynku.
Kozi Wierch (2291 m np.m.) jest trzecim co do wysokości szczytem w całości położonym w Polsce położonym między dwiema dolinkami wiszącymi: Dolinką Kozią i Dolinką Pustą. Nazwa szczytu pochodzi od często pasących się na jej zboczach stad kozic, zwłaszcza na jego łagodniejszych, południowych stokach. Stosowana była ona od dawna przez pasterzy wypasających w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, pasterze z Doliny Gąsienicowej nazywali ten szczyt natomiast Czarnymi Ścianami.
Zawrat. Tu się  Orla zaczyna
Panorama z Koziego Wierchu jest naprawdę rewelacyjna i choć w momencie, kiedy na niego dotarliśmy pojawiło się trochę chmur, to i tak było pięknie. Postój na Kozim Wierchu to czas na zastanowienie się, czy idziemy dalej, czy też schodzimy do Doliny Pięciu Stawów. Godzina jest jeszcze wczesna, na horyzoncie nie widać burzowych chmur, a i sprawdzona przed chwilą prognoza pogoda wydaje się jeszcze optymistyczna.  W związku z tym podejmujemy decyzję, że idziemy w stronę Granatów. W razie pogorszenia się pogody będziemy mieli możliwość zejścia w stronę Hali Gąsienicowej.
Z Koziego Wierchu schodzimy nieco spadzistą, ale przyjemną dróżką, nie przypominającą w niczym trudności z wejścia na Kozi Wierch. Szlak zupełnie jakby to nie była Orla Perć. Przechodzimy na południową stronę grani. Niebawem czarny szlak odłącza się od czerwonego; kieruje się w prawo, do Doliny Pięciu Stawów Polskich. My dalej podążamy czerwonym. Dalej idziemy trawersem po piargach. Pokonujemy kilka skalnych żeberek, które doprowadzają nas pod Buczynową Strażnicę. Następnie osiągamy wąską Przełączkę nad Dolinką Buczynową, z której można podziwiać piękne widoki, trzeba jednak uważać na dużą przepaść. Po przejściu Żlebu Kulczyńskiego (jest stromo, dużo piargów, osuwających się kamieni i brak jakichkolwiek ubezpieczeń) docieramy do rozdroża szlaków. Czarny prowadzi w stronę Hali Gąsienicowej, tzw. Kozią Dolinką. My natomiast idąc kawałek dalej stromym 20 – metrowym kominem wdrapujemy się na Czarnego Mniszka. Widziany z daleka robi wrażenie, ale wejście nim jest chyba prostsze niż zejście Żlebem Kulczyńskiego. Na tym odcinku Orlej to są chyba dwa najbardziej wymagające odcinki. Potem już bez żadnych większych problemów przyjemną ścieżką docieramy na Zadni Granat  (2240 m n.p.m.). Jest to najwyższy z trzech wierzchołków masywu Granatów w długiej wschodniej grani Świnicy. Można na niego łatwo wejść szlakiem prowadzącym od Zamarzłego Stawu. Poza tym stąd można podejść zarówno w stronę Koziego Wierchu, jak i Krzyżnego, ponieważ na tym odcinku szlak jest dwukierunkowy.
I słynna drabinka widziana z innej perspektywy
Na Zadnim granacie musimy zakończyć naszą wycieczkę czerwonym szlakiem Orlej Perci, ponieważ widzimy, że pogoda zaczyna się psuć. Co prawda nie pada jeszcze ani nie ma burzy, ale nacierają na nas coraz groźniejsze chmury, a  i widoczność jest coraz gorsza. Mając w pamięci wydarzenie z czwartku, podejmujemy decyzję o tym, by schodzić zielonym szlakiem w stronę Zmarzłego Stawu. Przez moment co prawda chodziła nam jeszcze po głowie myśl, by podjąć ryzyko i podejść na Skrajny Granat, ale rozsądek wziął górę. I to była jak najbardziej słuszna decyzja. Okazało się bowiem, że tego dnia nie udało się uniknąć burzy i deszczu. Ona nas złapała podczas zejścia z Zadniego Granatu, ale byliśmy już dość nisko.
Podjęcie takiej decyzji wiązało się z tym, że nie udało nam się przejść za jednym razem całej Orlej Perci, ale niestety tym razem to pogoda dyktowała warunki, bo kondycję i chęci mieliśmy ogromne.  Na pewno jeszcze raz podejmiemy próbę przejścia tego szlaku, ale to już nie w tym roku.
Tymczasem schodzimy zielonym szlakiem w stronę Zamarzłego Stawu. Jest stromo, ale idzie się całkiem dobrze. Co prawda śliskie skały nie ułatwiają wędrówki, ale kijki pomagają. Desszcz, który padał na tym odcinku mniej więcej w rejonie Zamarzłego Stawu znika, a my dołączamy do niebieskiego szlaku, któym rano szliśmy na Zawrat. Niestety do Brzezim musimy wracać tę samą drogą. Po drodze robimy sobie przystanej w Murowańcu. Śmiało możemu powiedzieć, że jest to pierwszy dłuższy postój tego dnia. Chwila przerwy na kawę i błogi relaks w schronisku należy nam się jak najbardziej.  W sumie za nami 32,5 km wedrówki :) W związku z Orlą nie powiedzieliśmy ostatniego słowa. Wrócimy na nią :)

































Zadni Granat

czwartek, 22 sierpnia 2019

Przełęcz Szklarska - Orle - Chatka Górzystów - Przełęcz Szklarska - 22 sierpnia 2019


Ruszamy z Przełęczy Szklarskiej (885 m n.p.m.) czerwonym szlakiem w stronę stacji Turystycznej Orle. Do pokonania nie jest dużo przewyższenia, zwłaszcza, że Orle znajduje się na wysokości 823 m n.p.m., więc niżej niż sama Przełęcz, z której ruszyliśmy. Co prawda na prawie 5-kilometrowym odcinku, który pokonujemy wchodzimy na wysokość nieco ponad 1000 metrów, więc szlak prowadzi raz w górę, raz w dół. Nie jest jednak męczący. To mniej więcej godzinny spacer lasem. Kiedy na szlak wyjdzie się wcześnie rano, to można dodatkowo cieszyć się ciszą i spokojem. Gorzej jest zimą, kiedy trasy dla biegówek cieszą się ogromnym powodzeniem i jest tu bardzo tłumnie. Poza tym mam wrażenie, że Góry Izerskie ostatnio zrobiły się bardzo popularne i sporo tu ludzi.
Idziemy dość szybko, więc w około godzinę docieramy do Orla. Ostatnie około półtora kilometra szlaku zbacza z szerokiej drogi i prowadzi lasem po nierównej, wąskiej ścieżce. Można jednak z tej opcji zrezygnować i iść szeroką drogą. Będzie nieco dalej, ale na pewno równo, więc porównywalnie czasowo. My dziś dla odmiany wybieramy opcję dłuższą i idziemy szeroką drogą.
Stacja Turystyczna Orla to miejsce bardzo sympatyczne. Pamiętam, jak trafiłam tu pierwszy raz, to od razu mnie urzekło. Dziś, o tak wczesnej porze jest tu pusto. W okolicach południa lub popołudnia będzie naprawdę tłumnie.
Orle

Orle to stacja turystyczna, a w zasadzie schronisko turystyczne, które jest pozostałością po powstałej przy hucie szkła osadzie (kolonii) Carlsthal. Położona jest u stóp góry Granicznik (870 m n.p.m.) nad dopływem rzeki Izery – strumieniem Kamionek. W skład schroniska wchodzi dawna leśniczówka, a obecnie bufet (z niewielką wystawą prezentującą przedmioty z okolicy, pochodzące sprzed 1945 roku) oraz dwie przedwojenne strażnice, z których jedna pełni funkcję części noclegowej schroniska. W Orlu zazwyczaj zawsze się zatrzymujemy, jakoś lubimy to miejsce. Spędzamy tu chwilę czasu i kierujemy się w stronę Chatki Górzystów.
W ramach utworzonego w listopadzie 2009 Izerskiego Parku Ciemnego Nieba, 18 września 2010 oddano na tej trasie do użytku "astrościeżkę" - model układu słonecznego, wskazujący skalę odległości poszczególnych planet od słońca, którego umowna lokalizacja znajduje się przy schronisku. Jest to pierwszy w Polsce park ciemnego nieba oraz pierwszy na świecie transgraniczny park tego typu. Celem istnienia parku jest przede wszystkim zachowanie nocnego nieba wolnego od nadmiaru światła, dzięki czemu możliwe jest obserwowanie gwiazd, a co jest obecnie w miastach i wokół nich mocno ograniczone. Astrościeżka to hit numer jeden dla dzieci oraz pewnego rodzaju motywator do dalszej wędrówki, gdyż pierwsza z planet znajduje się obok Stacji Turystycznej Orle, a ostatnia tuż przy Chatce Górzystów, czyli 5 km dalej. 
Izera

Ponad połowa czerwonego szlaku z Orla do Chatki Górzystów to ponownie spacer lasem bez widoków. Dopiero po minięciu charakterystycznej wiaty wychodzimy na rozległą Halę Izerską, a naszym oczom ukazuje się jeden z piękniejszych tego dnia widoków. Niby nic szczególnego, a jednak jest pięknie. Izera - przepływająca tędy rzeka tworzy wyjątkowy klimat. Taki klasyczny pocztówkowy obrazek z Gór Izerskich. Zatrzymujemy się na chwilę i podążając czerwonym szlakiem prowadzącym przez Halę Izerską zbliżamy się coraz bardziej do Chatki Górzystów.
Hala Izerska, a dokładnie poprawnie Izerska Łąka położona na wysokości 840–880 m n.p.m. w dolinie Izery. Panuje to surowy klimat, a latem można odnotować nawet ujemne temperatury: −5,5°C (20 lipca 1996).  Ze względu na najniższe średnie temperatury roczne uważana za polski biegun zimna. Na Hali Izerskiej znajduje się najniższe stanowisko kosodrzewiny. Obszar ten częściowo obejmuje swoim zasięgiem rezerwat przyrody Torfowiska Doliny Izery.
I to, co najważniejsze na Hali Izerskiej znajduje się schronisko Chatka Górzystów – jedyny obiekt, który ocalał ze zniszczonej w latach 50. XX wieku wioski Groß-Iser. Roztaczają się z niej ładne widoki na Karkonosze, na Stóg Izerski, Smrek, Pytlacke kameny. A przede wszystkim człowiek ma wrażenie, że czas i świat się tu zatrzymały. Wyjątkowy klimat samej Chatki, pyszne naleśniki z jagodami sprawiają, że chce się tu przychodzić i po prostu siedzieć nic nie robiąc. 
Hala Izerska

Wracając jednak do naszego szlaku, to przechodzimy przez słynny mostek na Wielkiej Izerze, który wprowadza nas na Torfowiska Doliny Izery. Jest to rezerwat przyrody utworzony zwłaszcza dla ochrony brzozy karłowatej. Jest to jedno z trzech miejsc jej występowania w Polsce. Taki sam gatunek brzozy występuje również w rezerwacie przyrody Torfowisko pod Zieleńcem, o którym kiedyś już pisałam. Ciąg torfowisk powstał na skutek dużych opadów atmosferycznych oraz stagnacji wody przy nieprzepuszczalnym podłożu, jak również wyrębu podmokłych lasów iglastych przez osadników czeskich.
W Chatce Górzystów zatrzymujemy się na dłużej. To w sumie pierwszy dłuższy odpoczynek po pokonaniu około 10 km. 
Chatka Górzystów to miejsce, które zna chyba każdy miłośnik gór. Słynne naleśniki z jagodami, na które a propos my dziś specjalnie szłyśmy przyciągają tłumy ludzi. Czasem w kolejce trzeba czeka około godziny. Mi się dziś udaje to w jakieś 15 minut, więc całkiem dobry wynik, ale w dużej mierze to zasługa tego, że jest środek tygodnia. W weekend na pewno będzie znacznie gorzej.
Miejsce niezwykle klimatyczne, choć ostatnio niestety pozbawione spokoju, jaki można było zaznać jeszcze kilka lat temu. 
Z Chatki wracamy tym samym szlakiem, którym przyszłyśmy. Chciałoby się iść innym, np przez Sine Skały, ale niestety czas nagli. Wynik i tak należy do całkiem dobrych, bo dziś w ciągu 6 godzin pokonałyśmy 25 km. 








Astrościeżka