niedziela, 10 kwietnia 2016

Świerki Dolne - Włodzicka Góra, Nowa Ruda - Góra Świętej Anny - 2 kwietnia 2016


Odkąd zaczęliśmy z Michałem zdobywać odznaki: Sudecki Włóczykij, Korona Sudetów i Diadem Gór Polskich swoje wycieczki planujemy nieco pod innym kątem. Chcemy dotrzeć tam, gdzie jeszcze nie byliśmy nigdy i zdobyć te szczyty, których brakuje nam w ewidencji wycieczek. A z racji tego, że ideą zdobywania odznak jest wchodzenie na mniej znane szczyty, to mamy szansę poznać różne zakątki nie tylko Sudetów, ale i Polski. Tak więc planów wycieczek zrodziło się już sporo, ale w przypadku niektórych czekamy na lepszą pogodę, a zwłaszcza dłuższe dni.
Dziś wybór padł na Włodzicką Górę, która oprócz tego, że jest zaliczana do Korony Sudetów, to jeszcze mogliśmy jej zdobycie odhaczyć w książeczce Korony Ziemi Kłodzkiej. W dalszych planach była Góra Świętej Anny i Góra Wszystkich Świętych położone w okolicach Nowej Rudy. Niestety, na tę ostatnio brakło już czasu z racji ogniska na Górze Św. Anny i miłej pogawędki z poznanymi tam ludźmi. Nie szkodzi, ważne, że spędziliśmy miło czas :) A na Górę Wszystkich Świętych przyjdzie jeszcze czas.

Startujemy w Świerkach Dolnych. Auto zostawiamy tuż obok stacji PKP. Jest to wieś znajdująca się na pograniczu Gór Suchych i Wzgórz Włodzickich. Początkowy plan był taki, aby dojechać do Wałbrzycha i stamtąd pociągiem do Świerków, bo trasa kolejowa na tym odcinku jest niezwykle malownicza i prowadzi dodatkowo tunelami. Jedne z nich możemy podziwiać tuż po wyjściu z auta. Są to dwa jednotorowe tunele wydrążone pod Świerkową Kopą (609 m n.p.m.) na Wzgórzach Wyrębińskich. Tunele pod Świerkową Kopą to jedne z dłuższych tuneli kolejowych w całych Sudetach. Jeden z nich ma długość 1171 metrów, a drugi 1968 metrów. Pierwszy pochodzi z II połowy XIX wieku, a drugi z początku wieku XX. Wybudowane tunele miały stanowić jeden z odcinków Śląskiej Kolei Górskiej.
Rozkład pociągów kompletnie nam nie pasuje, więc tym razem nie skorzystamy z możliwości przejażdżki na tym odcinku. Zostawimy sobie to na wakacyjny czas ;)


 Tymczasem jesteśmy na stacji PKP, gdzie znajduje się drogowskaz. Obieramy zielony szlak, który w ciągu godziny ma nas zaprowadzić na szczyt Włodzickiej Góry (757 m n.p.m.). Idziemy wzdłuż peronu kolejowego, jeśli tak to można nazwać. Następnie na chwilę szlak prowadzi ulica, by wiaduktem pokonać tory i zejść po drugiej ich stronie. Mijamy budynek mieszkalny znajdujący się po drugiej strony ulicy. Tuż za nim skręcamy w prawo i wychodzimy na ogromnej łące. Przed nami widać Włodzicką Górę, która wydaje się łagodnym i niewielkim wzniesieniem. Za nami Góry Sowie z Wielką Sową na czele. Po jakiś 5 minutach wchodzimy w las i kolejne 5 minut podchodzimy dość stromo pod górę. Dochodzimy do pozostałości obiektów, które niegdyś służyły do załadunku i transportu kamienia ze znajdującego się w pobliżu kamieniołomu. Kolejny odcinek również mocni pnie się pod górę. Szczyt wydawał się taki niewymagający i w sumie nie jest, ale podchodzi się pod niego dość stromą drogą. Dochodzimy do rozdroża pod Włodzicką Górą, gdzie szlaki się rozwidlają. Czerwony, który biegł równolegle z zielonym skręca w prawo i kieruje się na Granicznik. My idziemy prosto zielonym i w kilka minut znajdujemy się na szczycie Włodzickiej Góry.  Pomimo tego, że szczyt jest zalesiony, to w szczelinie między drzewami można podziwiać ładne widoczki - zwłaszcza Gór Sowie i znajdujące się poniżej Świerki. Tego, kto pokusi się wejść na ruiny wieży widokowej czeka jeszcze wiele wspanialszych widoków. Co prawda wieża jest w ruinie i wchodzimy na nią na własne ryzyko (nie ma zabezpieczeń w postaci barierek itp), to naprawdę warto się pokusić o wejście. Niegdyś była to budowla w kształcie kwadratowej smukłej wieży o wysokości 14,6 metra, z tarasem widokowym, nakryta namiotowym daszkiem.  W przyziemiu znajdował się się nawet bufet-schron. Czytałam gdzieś, że planowana jest budowa nowej wieży widokowej. W sumie to byłby dobry pomysł, choć obecna tez ma swój urok. Na szczycie Włodzickiej Góry miało być ognisko lub grill, ale Michaś zostawił zapałki w samochodzie i nie było czym podpalić ognia. Ale dobrze się stało, bo na Górze Św. Anny były lepsze warunki do grilowania. W mega szybkim tempie schodzimy na dół i ruszamy w kierunku Nowej Rudy i w poszukiwaniu stacji PKP, obok której przebiega zielony szlak prowadzący na Górę Św. Anny. Pozwala on w pół godziny dostać się na szczyt.


Góra Świętej Anny to szczyt o wysokości 647 m n.p.m. położony na Wzgórzach Włodzickich. Góruje ona nad Nową Rudą, stanowiąc doskonały punkt widokowy na Kotlinę Kłodzką. Dziś ze znajdującej się na szczycie wieży widokowej można było dostrzec bez problemu na przykład  Śnieżnik czy Szczeliniec. Wspomniana wieża widokowa pochodzi z 1911 roku, ale jej obecny stan to wynik renowacji z 2014 roku.  Nieco poniżej szczytu znajdują się barokowa kaplica św. Anny oraz schronisko turystyczne z 1903 roku. Nieco poniżej szczytu po długich trudach i przy wspólnym wysiłku z poznanymi osóbkami udaje nam się zapalić ognisko i upiec pierwszą a tym roku kiełbaskę, która smakuje wyśmienicie. Siedzi się nam tu tak dobrze, mamy widok na Szczeliniec, piękną pogodę, że aż żal wracać. Niestety, pora robi się późna i czasu brakło na Górę Wszystkich Świętych...


 








 





















 






 




piątek, 1 kwietnia 2016

Przełęcz Jugowska - Kalenica - Przełęcz Jugowska - 28 marca 2016


Pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych spędziliśmy na szlaku, to i drugi tak samo należało uczcić ;) Plan wycieczki miał być inny ( na razie nie zdradzę, bo pewnie niebawem go zrealizujemy), ale krótkie zerknięcie na mapę Sudetów Środkowych podsunęło mi pomysł wejścia na Kalenicę. Byłam tam już kiedyś, ale to było dawno temu, kiedy Michaś siedział sobie w moim brzuszku. Nadeszła więc pora na powtórne wejście. Przy okazji Michałowi szczyt przyda się do odznaki Sudeckiego Włóczykija. Zbieramy się z domu dość, a nawet bardzo późno i na Przełęcz Jugowską przybywamy dopiero około godziny 15.00. Późno bardzo, ale wyliczamy, że po zmianie czasu do zmroku jeszcze parę godzin, więc spokojnie zdążymy wejść i zejść. Przełęcz znajdująca się na wysokości 805 m n.p.m. wita nas sporą ilością osób, a przede wszystkim ogromną chlapą. Dojście do czerwonego szlaku to brodzenie w wodzie, a później w błocie. Nie idzie się łatwo. Po pokonaniu błotno-wodnej drogi docieramy do śniegu, początkowo lekko topiącego się, mokrego i takiego, po którym ciężko się idzie. Widać więc i czuć, że wiosna się zbliża. Niedogodności szlakowe rekompensują nam piękne widoki za plecami. Z racji późnej godziny nie decydujemy się już na odwiedzenie Zygmuntówki, choć strasznie chciałam do niej wstąpić. Idziemy zboczem Rymarza (913 m n.p.m.), a w zasadzie przez omyłkę na niego docieramy.


Pierwszy postojowy punkt robimy sobie na Zimnej Polanie, skąd na szczyt według znaków jest 30 minut drogi. I taka chyba odległość czasowa dzieli nas od szczytu. Zimna Polana to przełęcz znajdująca się na wysokości 879 m n.p.m., na której znajduje się węzeł szlaków turystycznych. Jest tu także miejsce na ognisko i ławeczki, czyli całkiem przyjemne miejsce na odpoczynek. Na Ziemnej Polanie dziś chlapa, ale nieco wyżej na szlaku już śnieg i on towarzyszy nam już do samej Kalenicy.  Po około 10 minutach podejścia czerwonym szlakiem z Zimnej Polany docieramy do Słonecznej (949 m n.p.m.), Stąd już niedaleko do Słonecznych Skałek, niewielkich skałek gnejsowych położonych tuz pod zboczem Kalenicy. Kiedyś były one dobrym punktem widokowym, ale dziś są zarośnięte drzewami.


Przy Skałkach zatrzymujemy się na małą chwilkę i ruszamy, bo do szczytu Kalenicy zostało tylko kilka minut. Przez całą drogę mamy luksusowe warunki, jeśli chodzi o spokój i ciszę, bo na szlaku spotykamy tylko co jakiś czas pojedyncze osoby. Tłumy z Przełęczy Jugowskiej poszły na szczęście na Wielką Sowę.
Na Kalenicę (trzeci co do wysokości szczyt Gór Sowich - 964 m n.p.m.) docieramy w około godzinę od startu z Przełęczy. Jakoś nadrobiliśmy czasu, bo zgodnie ze znakami powinniśmy iść 1,5 godziny, włączając w to Zygmuntówkę. Ważne jest to, że szczyt i wieża są nasze. Wchodzimy na nią oczywiście w pierwszej kolejności, przemykając miedzy lejącą się z góry wodą. Na wieży wieje niemiłosiernie, a i widoki jakieś takie dziś zamglone. Chyba mam niedosyt po wczorajszej idealnej pogodzie w Górach Suchych. Po zejściu z wieży robimy pamiątkowe i dokumentalne foto do Sudeckiego Włóczykija.
Zejście ze szczytu to około 45 minutowy spacer. Na Przełęczy jesteśmy około godziny 17, więc nie przeszkodziła nam późna pora wyjazdu. Jeszcze tylko pieczątki i możemy wracać, umoczeni i ubłocenie po kolana, ale na szczęście w butach sucho :)