poniedziałek, 23 lipca 2012

Duszniki Zdrój, Schronisko pod Muflonem - 13 lipca 2012


Duszniki Zdrój - miejscowość oddzielająca Góry Bystrzyckie od Orlickich, niewielkie miasteczko położone na wysokości 583 m n.p.m. W zasadzie zatrzymujemy się tu tylko na chwilę. Swoje pierwsze kroki kierujemy do części uzdrowiskowej miasta. Spacerujemy po parku, podziwiając kwiatowe kompozycje. Następnie udajemy się do dworku im. Fryderyka Chopina, gdzie natrafiamy na próbę koncertową. Spędzamy tu około 20 minut na wsłuchiwaniu się w dźwięki muzyki, która brzmi wyjątkowo na tle skromnego dworku.


W zasadzie to naszym celem było dostanie się pod schronisko pod Muflonem, o którym już wiele słyszeliśmy, ale którego zobaczyć jeszcze nie mieliśmy okazji. Z Dusznik prowadzi na niego niebieski szlak, a sama droga nie jest szczególnie wymagająca. Zajmuje nam około 20 minut wspinaczki pod górę. Schronisko znajduje się na wysokości 690 m n.p.m.  na stoku nieco wyższej Ptasiej Góry (745 m n.p.m.) i należy do Gór Bystrzyckich. Jego nazwa pochodzi od głowy muflona wiszącej w jadalni.
Spod schroniska roztaczają się dość ładne widoki na Duszniki-Zdrój i Góry Stołowe. Można je podziwiać ze znajdujących się tam platform widokowych. Naszą uwagę przykuwa także znajdujący się tu olbrzymi jesion Bolko (pomnik przyrody). Chwila odpoczynku pod schroniskiem i cza na powrót do Dusznik, a potem do domu. Zejście do miasta zajmuje nam około 10 minut.




niedziela, 22 lipca 2012

Velka Destna, Torfowisko pod Zieleńcem (Góry Orlickie) - 12 lipca 2012


Rano na Wielką Desztną przy w miarę ładnej pogodzie, po południu w deszczu na Torfowiskach pod Zieleńcach. Nasz dzień był podzielony na 2 różne pogodowo części.
Tuż po śniadaniu skierowaliśmy się w stronę wyciągów narciarskich, by trochę nieco na przełaj i skróty dostać się na czerwony szlak graniczny prowadzący do Masrykovej Chaty. Docieramy tam w miarę szybko, przy lekkiej mżawce. Schronisko jest bardzo ładnie usytuowane na górskiej, rozległej polance na zboczu Serlicha. W pobliżu schroniska znajduje się punkt widokowy z panoramą na Góry Bystrzyckie, Masyw Śnieżnika, południowo-wschodnią część Gór Orlickich z Wielką Desztną. Napawamy się widokami, zaglądamy na chwilę do schroniska i ruszamy dalej czerwonym szlakiem (tzw. Jiraszkowy Szlak) w kierunku Wielkiej Desztnej. Najpierw docieramy do kilku zabudowań znajdujących się poniżej Masarykovej Chaty. Następnie idziemy dość szybko asfaltową drogą. Jest zimno, a nawet bardzo zimno, jak na lipcowy dzień. Chwila ukazuje się nam panorama gór. Mniej więcej w połowie drogi mijamy rezerwat przyrody Jeleni lazen, będący małym torfowiskiem. Czytamy też, że na  północnym zboczu drogi prowadzącej na szczyt znajdują się czeskie schrony i umocnienia militarne z okresu przedwojennego. Droga na Wielką Desztną zajmuje nam około godzinki czasu. Najpierw jednak docieramy na niewielką polankę, na której znajduje budka pełniąca rolę chyba tymczasowego bufetu. Niestety, dziś jet zamknięta, a szkoda, bo mamy ochotę na ciepłą herbatkę, zwłaszcza, że zawieszony na murze termometr wskazuje 8 stopni.


Stąd na Wielką Desznę trzeba podejść jeszcze kilkadziesiąt minut.
Na szczycie (ma on 1115 m n.p.m. i jest najwyższym szczytem Sudetów Środkowych), niestety, nie znajdujemy wieży widokowej, o której czytałam w Internecie i która jest zaznaczona na mapie. A szkoda, bo w ten sposób ze szczytu nic nie widać. Do tego mgła i mżawka ograniczają i tak fatalną widoczność ze szczytu. Zatrzymujemy się na nim w zasadzie tylko na czas zrobienie zdjęć i szybko zmarznięci niemalże zbiegamy do Zieleńca. Poza tym nad nami wiszą czarne chmury. Na szczęście, kiedy dochodzimy do Masarykovej Chaty pogoda nieco się poprawia, a my się rozgrzewamy.


Po obiedzie następuje druga część naszej wyprawy. Tym razem udajemy się na Torfowisko pod Zieleńcem. Zgodnie z mapą z Zieleńca powinniśmy dostać się tam zielonym szlakiem, biegnącym wzdłuż rzeki Młynówka. Planujemy, że kiedy miniemy kościół, pensjonat Hubertus, ze znajdującym się w pobliżu wysokim krzyżem, leśniczówkę i przetniemy asfaltową drogę, to na miejscu będziemy w 25 minut. Ot, krótka i przyjemna wędrówka. Szybko jednak się okazuje, że musimy nasze plany zweryfikować, ponieważ po opadach szlak jest całkowicie podmokły, a w niektórych miejscach woda sięga za kostki. Po 100 metrach próby wracam przebrać buty i obieramy na czuja inna drogę. Od pracujących w polu panów otrzymujemy kilka wskazówek, tak, że docieramy do wspomnianego wcześniej krzyża. Wchodzimy w las i idziemy wzdłuż Młynówki, ale akurat tutaj dopada nas ulewa. Nawet znajdujące się nad nami drzewa nie dają schronienia. Robimy parasole z ogromnych liści łopianu i idziemy przez siebie. Po minięciu leśniczówki i przecięciu asfaltowej drogi ponownie wchodzimy w las i idąc nieco pod górę (torfowisko jest położone na wysokości 760 m n.p.m.) po jakiś 5 minutach docieramy do Torfowisk. Na szczęście deszcz ustał.
Torfowisko pod Zieleńcem to florystyczny rezerwat przyrody, utworzony w 1954 i obejmujący powierzchnię 156,8 hektara. Rezerwat utworzono głównie dla zachowania i ochrony naturalnego torfowiska wysokiego z brzozą karłowatą. Ciekawe jest to, że miąższość torfu przekracza miejscami 8 metrów. Całe torfowisko tworzą 2 misy: Topielisko i Czarne Bagno, ale do rezerwatu wchodzi tylko to pierwsze i część drugiego.
Krajobraz torfowiska bywa porównywany do tundry arktycznej, tajgi syberyjskiej, a nawet do wyglądu Europy z czasów panowania lodowca. Można spotkać tu wiele ciekawych gatunków roślin, między innymi wspomniana już brzoza karłowata, sosna błotna, wiele gatunków mchów i porostów, żurawina błotna, borówka bagienna, rosiczka okrągłolistna. Ze zwierząt można spotkać tu głównie cietrzewia, głuszca, motyle i ważki.

Przemieszczamy się po rezerwacie zielonym szlakiem, często po kładkach i oglądamy bogactwo przyrody. Na samy początku szlaku znajduje się drewniana wieża widokowa, wybudowana w 2007 roku. Można z niej podziwiać głównie Topieliska. Pogoda nie pozwala na dalsze obserwacje.
Powrót z Torfowiska to nie lada wyzwanie, bo szlak jest podmokły, a w niektórych miejscach zalany. Wracamy tę samą drogą, przy czym pod koniec kierujemy się na kościół. Tam niestety natrafiamy na bardzo mokry teren i wysokie trawy, przez które musimy się przedzierać z wielkim trudem.
Zadaniem na wieczór jest suszenie butów, bo dzisiejszy ich limit został wykorzystany.















sobota, 21 lipca 2012

Orlica (Góry Orlickie) - 11 lipca 2012


Góry Orlickie - byłam w nich kilka razy, ale ani razu nie wspięłam się na żaden szczyt. Zwiedzanie Dusznik-Zdroju czy zjazdy na sankach z górek w Zieleńcu - to moje dotychczasowe, doświadczenia z tym pasmem górskim. Tym razem stawiamy na podreptanie po górkach. Góry Orlickie stanowią najwyższe pasmo Sudetów Środkowych, zaś ich najwyższym szczytem jest Wielka Desztna (po stronie czeskiej), którą zdobyliśmy. Po stronie polskiej najwyżej położona jest Orlica, która była celem dzisiejszego spaceru. Pasmo rozciąga się na długości około 50 km, ale jego zasadnicza część znajduje się u naszych sąsiadów. W Polsce położony jest tylko niewielki skrawek.
Z samego ranka wyruszamy do Zieleńca. Pomimo tego, że jest lipiec, a we Wrocławiu panuje ciepełko Zielenic wita nas rześkim powietrzem i temperaturą około 10-12 stopni C. Jak później wyczytałam panuje tam specyficzny mikroklimat, zbliżony do alpejskiego. Dawna wieś, a obecnie dzielnica Dusznik-Zdroju jest poza tym dość wysoko położona (800-960 m n.p.m.). Tym, co rzuca się w oczy po dostaniu się do Zieleńca, to wyciągi, których jest tu około 30 - w zimie ten ośrodek narciarski tętni życiem. W lecie panuje tu pustka, a my, mam wrażenie, że jesteśmy jedynymi osobami przemierzającymi miejscowość. Pustkę wzmaga fakt, że jest środek tygodnia. Kupienie chleba, nie mówiąc już o słodkich bułkach, które można zabrać na szlak jest marzeniem, bo sklepy  (w liczbie 2) świecą pustkami. Pierwszego dnia naszym prowiantem są więc chrupki kukurydziane i zupki-zalewajki zabrane z domu. Całe szczęście, że w ośrodku mamy wykupione śniadania i że obiad też można sobie kupić.
W Zieleńcu znajduje się schronisko PTTK Orlica - piękne, ale niestety zamknięte. Bardzo ładnie prezentuje się także kościół św. Anny, w którym duszpasterstwo sprawują franciszkanie.
Nasz dzisiejszy cel nie jest może jakiś ambitny, bo chcemy wejść na Orlicę. A może i jest, bo to najwyższy szczyt tych gór po polskiej stronie - 1084 m n.p.m. A poza tym należy ona do Korony Gór Polskich i Korony Sudetów Polskich.


 

Idziemy zielonym szlakiem, najpierw ulicą, a następnie skręcamy w lewo i w tym momencie szlak pnie się dość mocno w górę. Idziemy praktycznie cały czas lasem. Widoki odsłaniają się dopiero wtedy, gdy osiągamy grzbiet i znajdujemy się niemal na samej Orlicy. Droga nie zajmuje nam wiele czasu, bo około 30 minut, dlatego wycieczka nie jest wyczerpująca.


Orlica to szczyt graniczny, dlatego osiągając cel spotykamy czeskie tabliczki. Vrchmezi to czeska nazwa tego szczytu. 1 września 2012 na szczycie odsłonięto pomnik upamiętniający pobyt na wierzchołku Johna Quincy Adamsa - późniejszego prezydenta USA (w 1800), cesarza Józefa II (w 1779) oraz Fryderyka Chopina (w 1826). Kiedyś znajdowała się tu platforma widokowa, ale dziś z niej już nic nie pozostało, dlatego nie mamy możliwości podziwiania panoramy. Ona odsłania się dopiero wtedy, gdy idziemy grzbietem pasma, czerwonym szlakiem, wzdłuż granicy polsko-czeskiej. Wtedy widoki są naprawdę piękne. Tego dnia dochodzimy szlakiem prowadzącym wzdłuż granicy niemalże do Masarykovej Chaty, która będzie celem naszej jutrzejszej wycieczki. Do Zieleńca schodzimy wydreptaną ścieżką pod wyciągiem narciarskim.







niedziela, 17 czerwca 2012

Radogost (Pogórze Kaczawskie) - 16 czerwca 2012


Pogórze Kaczawskie to idealne miejsce na krótkie wędrówki z dzieckiem, stawiającym swoje pierwsze kroki w górach. Szczyty nie są wysokie, trafić na nie można dość szybko, a poza tym są dość atrakcyjne. Na szczycie znajduje się na przykład wieża widokowa, która ucieszy oczy małego wędrowcy.
Jednym z takich szczytów, nadających się na dziecięcą wycieczkę jest Radogost, wzniesienie o wysokości 398 m n.p.m., znajdujące się na terenie Parku Krajobrazowego "Chełmy".
Wczesnym popołudniem docieramy do Paszowic, niewielkiej miejscowości w powiecie jaworskim. Przez nią przebiega czerwony szlak, który zaprowadzi nas na sam szczyt. Pogoda tego dnia jest idealna na wędrówki, może nawet za bardzo, bo upał jest niemiłosierny. Bierzemy ze sobą wózek, na nieszczęście i zbędny balast, bo Michał korzysta z niego tylko przez parę pierwszych metrów wycieczki. Resztę drogi nasz dzielny zuch pokonuje na własnych nóżkach. Najpierw idziemy polną, bujnie porośniętą trawami drogą, mijając drzewa czereśniowe, z których zrywamy ostałe się pojedyncze owoce. Smakują przepysznie, bo dzikie i brudne. Następnie wchodzimy w las, w którym w pewnym momencie skręcamy w prawo -to chyba jakaś droga na skróty, bo szlaku tu nie widać. Najważniejsze, że naszym oczom ukazuje się wieża widokowa, a my dość szybko trafiamy na szczyt.
Radogost to niewielkie powulkaniczne wzniesienie w kształcie stożka. Na jego zboczach występują dość spore głazy, tworzące w niektórych miejscach rumowiska skalne. Warto pamiętać, że Radogost to dawna słowiańska góra kultowa (w mitologii słowiańskiej Radogost był bogiem plemion Słowian połabskich, czczony w Radogoszczy).


Tym, co czyni ją atrakcyjną jest znajdująca się na jej szczycie wieża widokowa o wysokości 22 metrów, z której, jak na tak niską i górę i wieżę, roztaczają się piękne widoki na bliższe i dalsze góry.
Chętni mogą zatrzymać się na szczycie na dłużej, bo wygospodarowano tu miejsce na ognisko, a ze ściętych drzew zrobiono "siedzonka". My z opcji ogniskowej dziś nie korzystamy. Nie wzięliśmy niczego, co można by upiec i bardzo żałujemy.
Zejście ze szczytu zajmuje nam niewiele czasu - jakieś 20 minut. Wycieczka choć króciutka, niewymagająca to jednak przyjemna i idealna dla rodzin z małymi dziećmi.








piątek, 4 maja 2012

Hejnice - Oresnik - Velky Stoplich - Hejnice (Góry Izerskie) - 29 kwietnia 2012


Z samego rana ruszamy do Hejnic. To niewielkie miasteczko czeskie, znajdujące się niedaleko granicy z Polską. Leży nad rzeką Witką. Tym, co je wyróżnia już z daleka są znajdujące się tu barokowa bazylika mniejsza Najświętszej Maryi Panny oraz klasztor. Bazlika od średniowiecza jest miejscem pielgrzymek polskich i czeskich katolików. Zostawiamy samochód pod kościołem i wchodzimy na chwilę do środka. Pod bazyliką znajduje się węzeł szlaków. My wybieramy czerwony, prowadzący na Oresnik (po polsku Orzesznik). Pięknie widać go z centrum miasta i łatwo rozpoznać, ponieważ znajduje się na nim krzyż. Po kilku minutach drogi, przejściu przez mostek i skręceniu w lewo znajdujemy się już prawie za miastem na polance, z której z jednej strony roztacza się widok na miasto, a z drugiej na Oresnik. Według oznaczeń znajdujących się w mieście i na mapie, wejście powinno zająć 80 minut. My czynimy to bodajże w 70 minut. Droga jest przyjemna. Prowadzi przez las, który co chwilę odsłania nam wspaniałe widoki. Jednak, czym wyżej jesteśmy, tym silniejszy wiatr nam doskwiera. W zasadzie wiatr jest tym, co najbardziej utkwiło mi podczas tej wycieczki. Jesteśmy na Orzeszniku (800 m n.p.m.). Wieje tu niemiłosiernie, ale to dopiero zapowiedź tego, jak będzie wiało na platformie widokowej (skalnym punkcie widokowym), która znajduje się 500 metrów stąd. Tam w zasadzie trzeba się zmagać z tym, żeby nie zostać porwanym przez wiatr. Ale warto podejść ten kawałek, zwłaszcza że szlak prowadzi wśród różnych form skalnych, przypominających miejscami te z Gór Stołowych. Poza tym panorama jest imponująca: widać Frýdlant, Hejnice, restaurację Obří sud, Raspenava, Smrk, Ptačí vrchy lub Poledník.  Na szczycie, na który dostajemy się po schodach wykutych w skale, znajduje się drewniany krzyż, poświęcony  od 1819 roku dwóm franciszkanom, którzy chcieli go odnowić, ale nie zachowali ostrożności i spadli w przepaść. Szczyt nie był też łaskawy dla 10-letniego Emila, który spadł w przepaść w 1922 roku. Poświęcone są mu 2 tablice umieszczone na skałach.


To piękne miejsce wymaga więc ostrożności, a osoby z lękiem wysokości i przestrzeni powinni pozostać na dole, bo ekspozycja jest dość spora.
Schodzimy do punktu łącznikowego. W zasadzie w planach mieliśmy powrót, bo nie wiedzieliśmy, że niedaleko znajduje się taka perełka jak Sztolpiszski Wodospad na Wielkim Sztolpichu (774 m n.p.m.). Oczywiście, zmierzamy w jego kierunku. Do pokonania mamy 1,5 km drogi. Idziemy pod górkę, wchodząc w wąską i wciętą dolinę. Po drodze mijamy ciekawe formy skalne, jak na przykład Hrahnata skała i Kostkova skała. Teraz czeka nas dość strome podejście do mostku na Czarnym Wielkim Stolpichu. W tym miejscu szlak czerwony łączy się z żółtym, a nasz spokój "zakłóca" przyjemny szum spadającej wody, który długo będzie jeszcze brzmiał w uszach. Miejsce, w którym spada wodospad jest wyjątkowe i urzekające. Znajdujące się tu ławeczki nie pozwalają iść dalej. Kładziemy się więc na nich, wsłuchując w spadającą wodę i racząc oczy pięknym widokiem.


Idziemy teraz szlakiem żółtym. Do Hejnic mamy 5 km. Schodzimy dość stromą dolinką, mając z każdej strony różne skałki, a z prawej dodatkowo Orzesznik. Drogą, którą idziemy nazywa się tak naprawdę Drogą Sztolpiszską. Była ona budowana przez wiele lat i oddana do użytku pod koniec XIX wieku. Budowniczowie ze względu na jej położenie i trudność nazwali ją Drogą Alpejską. Dawniej służyła ona leśnikom, ale bardzo szybko, że względu na swojej walory stała się atrakcją turystyczną. Jej popularność była tak duża, że w zimie istniały wypożyczalnie sań na Sztolpiszską Szosę. Znajdujące się niedaleko wodospadu krzyż i obelisk upamiętniają tragedię związaną z tą trasą, a mianowicie śmierć pod saniami Gustava Maivalda w 1930 roku.
Mniej więcej w miejscu, gdzie szlak żółty się kończy i przechodzi w zielony mijamy Rudną jamę, czyli sztolnię kopalnianą. Następnie dochodzimy do "Pod vodospady" i cały czas zmierzając doliną wzdłuż Stolpicha docieramy do Ferdinandova, przysiółka Hejnic. 20 minut marszu spokojnymi uliczkami miasta doprowadza nas do bazyliki w Hejnicach, gdzie stoi nasz samochód. Wycieczka piękna widokowo i pomimo tego, że do pokonania jest troszkę kilometrów, to nie odczuwa się tego wcale.